Oprócz autora "Romea i Julii" wątpliwy zaszczyt kopnął m.in. Moliera i Goethego. Film zatytułowany po polsku "Siostry i Schiller" prowokował obawy, że do niechlubnego towarzystwa dołączy także autor "Zbójców". Na całe szczęście dzieło Dominika Grafa okazuje się jednak towarem z wyższej półki. Niemiecki reżyser udowodnił, że – choć w kinie zabiera głos rzadko – wciąż potrafi przemawiać ze swadą.

"Schiller i siostry" zaskakuje bezpretensjonalnością. Jeśli film trwa dwie i pół godziny, to bynajmniej nie dlatego, by zadośćuczynić reżyserskiej megalomanii. Graf potrzebuje aż tyle czasu, by uwiarygodnić psychologicznie dzieje całkiem zgrabnego trójkąta miłosnego. Niemiecki reżyser ma o czym opowiadać, bo w ekranowym Schillerze można się zakochać. Utalentowany pisarz, nienawidzony przez księcia banita o pojemnym sercu i energicznych lędźwiach łatwo zjednuje sobie sympatię dwóch dam z wyższych sfer. Jest jednak pewien haczyk. Choć panie von Lagenfeld bez namysłu godzą się, by w ich alkowach rozpoczął się okres burzy i naporu, jednocześnie nie chcą rezygnować z siostrzanej miłości.

Próba pogodzenia żywiołu pożądania i rodzinnej czułości nie ma szans powodzenia, ale w swej naiwności pozostaje ujmująca. Jeśli zdamy sobie sprawę, że właśnie kończy się wiek XVIII, we Francji trwa krwawa rewolucja, a całą Europą wstrząsają społeczne niepokoje, zrozumiemy, że bohaterowie przypominają przodków słynnych "Marzycieli" Bertolucciego. Choć każdy z uczestników dziwnego układu uczuciowego jednocześnie na nim korzysta i traci, na największego wygranego urasta Schiller. Być może właśnie burzliwe życie osobiste dostarczyło mu natchnienia dla wyprzedzających swoją epokę dzieł. Widać stary drań nie mylił się, gdy w słynnym aforyzmie stwierdzał: – Jestem lepszy niż moja reputacja.

SIOSTRY I SCHILLER | Austria, Niemcy, Szwajcaria 2014 | reżyseria: Dominik Graf | dystrybucja: Aurora Films | czas: 151 min