"Pamięć"

"A gdy się zejdą, raz i drugi, kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, bardzo się męczą, męczą przez czas długi, co zrobić, co zrobić z tą miłością".

Tekst Agnieszki Osieckiej pasuje jak ulał do fabuły dramatu Michela Franco, jednak za rdzeń emocjonalny służy tu inna piosenka: "Whiter Shade of Pale" Procol Harum, do której bohater często wraca - i która robi tym większy efekt, że poza nią obraz pozostaje całkowicie pozbawiony ścieżki dźwiękowej. To skądinąd kolejny przypadek, po "Dobrych nieznajomych", filmu uwznioślającego rolę muzyki jako nośnika wspomnień.

Reklama

Różnica polega jednak na tym, że o ile u Andrew Haigha przebój "Always on My Mind" Pet Shop Boys był wkomponowany w liryczną całość, o tyle u Franco sentymentalny "Whiter Shade of Pale" stanowi uderzający kontrast do chłodnego, obserwacyjnego stylu reżysera.

Franco nie zawsze był tak wycofany. Wizualnie "Pamięć" jest wręcz rewersem gniewnego, kipiącego od emocji "Nowego porządku". Ale wszystko się zgadza, bo tam ścierały się klasy społeczne, a tutaj walka odbywa się wewnątrz straumatyzowanych postaci.

Sylvia to trzeźwa alkoholiczka i samotna matka. Od lat prześladują ją bolesne wspomnienia z dzieciństwa, rzutujące na jej relacje z rodziną oraz skutkujące nadopiekuńczością wobec córki.

Saul z kolei zmaga się z demencją. W przeciwieństwie do Sylvii, kurczowo łapie się wspomnień, które stopniowo traci z każdym dniem. Chce korzystać z życia aż do zachłyśnięcia, kolejne dziury w świadomości tylko go nobilitują do chwytania każdej chwili.

Ironią losu jest to, że choć Sylvia usiłuje zapomnieć o przeszłości, a Saul pragnie pamiętać za wszelką cenę, oboje poprzez swoje zachowanie stają się outsiderami w oczach otoczenia. Ale właśnie to ich do siebie zbliża.

Reklama

Bezbrzeżnie smutny na pierwszy rzut oka dramat przynosi nadzieję - co niespotykane w filmografii meksykańskiego twórcy. Podobnie jak Christosa Nikou w znakomitej "Niepamięci", Franco bada relację między pamięcią a tożsamością oraz oddaje się zadumie nad niejednorodną naturą wspomnień.

Film dużo siły czerpie z wybitnych ról. To swoisty paradoks, że Jessica Chastain jedynego jak na razie Oscara dostała za przeszarżowaną kreację ewangelistki Tammy Faye, nie za tak intymny, uderzający emocjonalną prawdą portret złamanej duszy, jak tu. Peter Sarsgaard miał więcej szczęścia - słusznie wyróżniono go w Wenecji, mimo że ten niedoceniany aktor na najwyższe laury zasługuje od dawien dawna.

Przejmująca i empatyczna "Pamięć" nie przynosi tak bohaterom, jak i nam gotowych odpowiedzi, ale zachęca do stawiania sobie kluczowych pytań.

Trwa ładowanie wpisu

Gdzie zobaczyć: w kinach