Dziennik Gazeta Prawana logo

"Gdy rodzi się zło". Najstraszniejszy horror roku [#DobryCynk]

21 marca 2024, 07:13
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Gdy rodzi się zło"
"Gdy rodzi się zło"/Materiały prasowe
Argentyna rodziła dotąd najwybitniejszych piłkarzy, ale żeby horrory? Sytuację zmienia film o opętaniu pozwalający zapomnieć o abominacji znanej jako "Egzorcysta: Wyznawca". Kino grozy jeszcze nie umarło.

"Gdy rodzi się zło"

Horror zresztą od lat ma się zupełnie dobrze, tyle że poza systemem wielkich studiów. To symboliczne, że w czasie gdy Hollywood "uczciło" 50-lecie kultowego "Egzorcysty" Williama Friedkina realizacją jednego z najgorszych sequeli w historii gatunku, najciekawsze filmy grozy wypuściła Australia ("Mów do mnie!") i Argentyna ("Gdy rodzi się zło").

Symboliki w filmie Demiána Rugny jest więcej. "Trzeba usunąć to, co zgniłe, zanim zgnije reszta", mówi ranczer Ruiz (Luis Ziembrowski) już w pierwszych scenach. I choć z tą ludową mądrością zapewne zgodzą się wszyscy rolnicy świata, alegoria sięga zgoła innych pól: humanistycznych oraz kulturowych, nie wyłączając samego kina.

U Rugny nie ma miejsca na subtelności, tu od progu napotykamy bardzo dosłownie gnijących ludzi, stanowiących nie lada problem dla braci Pedra (Ezequiel Rodríguez) i Jimiego (Demián Salomón) z prowincji Buenos Aires. To nihilistyczny świat, w którym Bóg umarł, a kościoły przestały istnieć. To świat jak z sennego koszmaru, a zarazem szalenie namacalny. Groteskowy i przyziemny. To świat gdzieś hen daleko z perspektywy Zachodu, ale to też nasz świat.

Reżyser w fascynujący sposób łączy horror folkowy z innymi podgatunkami grozy - o demonach, zombich i śmiertelnych wirusach - zaś w trzecim akcie pobrzmiewają echa "Dzieci kukurydzy". Scen gore nie ma wiele, ale jeśli już są, to bezlitośnie krwawe, podszyte atawistycznym strachem, w dużej mierze dotyczące przemocy z udziałem małoletnich i/lub zwierząt.

Jest to wszystko znakomicie nakręcone; zdjęcia Mariana Suáreza mają w sobie niepokojące piękno zostające pod powiekami, a muzyka Pabla Fuu szarpie nerwy za pomocą nieoczywistych w kinie grozy instrumentów strunowych.

Ale najbardziej uderza, że to, co zaczyna się jako prosty straszak o opętaniu, kolejna banalna rzecz o banalności zła, stopniowo przeradza się w złożony komentarz do naszych licznych współczesnych lęków, od pandemii przez zmiany klimatyczne po korupcję władzy. Od strachu przed chorobą dziecka po społeczną apatię. Zgnilizna okazuje się bardzo pojemną metaforą.

Gdzie zobaczyć: w kinach

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj