Film faktycznie przypomina dokument, ale tylko na początku, bo z czasem wrażenie obcowania z konkretnym bohaterem się zaciera. Głównym tematem jest podróż, w trakcie której poturbowany przez życie człowiek dostrzega światełko w tunelu. Autorami są młodzi twórcy, eksperymentatorzy, którzy w celu zmniejszenia kosztów produkcji zdecydowali się użyć wielofunkcyjnych lustrzanek cyfrowych zamiast kamery.

Takie nagromadzenie programowo artystycznych chwytów mogło zaowocować filmem wydumanym, irytującym i kompletnie niepotrzebnym. Nie w tym przypadku. "Wszystko płynie", choć niespieszne i pozbawione dialogów, wcale irytujące nie jest, a swoją bezpretensjonalność i wdzięk zawdzięcza prostemu pomysłowi związanemu z wyborem miejsca akcji. Wisła, po której płynie samotny bohater, nie jest żadnym symbolem, metaforą przemijania ani czymkolwiek innym w podobnym guście. Jest konkretną przestrzenią, zaniedbaną, zapomnianą, od której ludzie dawno odwrócili się plecami. W jednym miejscu otacza ją dziewicza, zachwycająca przyroda; w drugim – stare, zniszczone fabryki, których nikomu nie chce się nawet wyburzać.

Rzeka obdarzona zostaje przez twórców filmu uwagą, na jaką ich zdaniem w pełni zasługuje. Udało im się sportretować zarówno jej z uporem niedostrzegane piękno, jak i szpecące przejawy ludzkich zaniedbań. Wisła to pełnoprawna bohaterka "Wszystko płynie" – niedoskonała, kapryśna, ale i taka, od której trudno oderwać wzrok. 

Wszystko płynie | Polska 2011 | reżyseria: Piotr Ivan Ivanov, Krzysztof Dziomdziora | dystrybucja: Imago Film | czas: 74 min