Nie ze względu na fabułę, bo to opowieść faktycznie poruszająca, ale zbudowana ze schematów, jakie uwielbiają zwłaszcza amerykańscy krytycy. Największą siłą "Jak zostać królem" są aktorzy. Colin Firth, wcielający się w rolę króla Jerzego VI, przez całe życie zmagającego się z jąkaniem, jest wielki. Geoffrey Rush jako Lionel Logue, niespełniony aktor pracujący jako królewski logopeda – jeszcze większy, aż dziw, że wyścig o Oscara przegrał z Christianem Bale’em (który, przyznaję, swoją rolą w "Fighterze" także na pochwały zasłużył).

Ale i reszta obsady filmu Hoopera zasługuje na najwyższe uznanie: Helena Bonham Carter jako królowa Elżbieta, Guy Pearce jako Edward VIII, który ustąpił z brytyjskiego tronu w imię miłości, Timothy Spall jako Winston Churchill. Bez nich "Jak zostać królem" byłoby jedynie rzetelnie opowiedzianym fragmentem angielskiej historii. Dzięki aktorom jest doskonale wyważonym dramatem, w którym ważniejsi od przełomowych wydarzeń są ludzie, ich namiętności, słabości, przyjaźń i siła.

JAK ZOSTAĆ KRÓLEM | reżyseria: Tom Hooper | dystrybucja: Kino Świat