Szczęśliwa rodzina Lambertów – ich dwoje (Patrick Wilson, Rose Byrne), trójka uroczych dzieci – przeprowadza się do nowego domu. Jeszcze nie zdążyli się porządnie rozpakować, gdy szczęście pryska niczym bańka mydlana. Synek Lambertów, Dalton, zapada nagle w śpiączkę. Lekarze nie potrafią doszukać się przyczyn tajemniczej komy, chłopiec jest w pełni zdrowy, za to w domu zaczynają dziać się straszne rzeczy. A to złowieszcze głosy przemawiają z elektronicznej niańki, a to bohaterom objawiają się przerażające widma. I gdy po paru miesiącach Lambertowie postanawiają wreszcie przeprowadzić się z nawiedzonego domu, paranormalne zjawiska wcale nie ustają. Wezwana na pomoc ekipa domorosłych pogromców duchów dochodzi wówczas do wniosku, który każdy widz wyciągnął jeszcze przed seansem – to nie dom Lambertów jest nawiedzony, a ich wciąż pozostający w śpiączce synek.

James Wan, wcześniej odpowiedzialny m.in. za pierwszą część "Piły", sprytnie myli tropy. Pierwszy kwadrans filmu rzeczywiście zapowiada oryginalny, stylowy thriller z eleganckimi ukłonami w kierunku klasyki kina grozy. Tyle że ukłony owe wkrótce zamieniają się w zapożyczenia graniczące z plagiatem (scen żywcem wyciągniętych z "Ducha" Tobe’a Hoopera jest tu przynajmniej kilka, można też dopatrzeć się podobieństw z "Paranormal Activity" – reżyser tego filmu Oren Peli był zresztą producentem "Naznaczonego"), w opowieści pojawiają się coraz większe logiczne dziury, a cała historia zmierza do coraz bardziej absurdalnego rozwiązania.


Oczywiście dawno przestałem oczekiwać od horroru (zwłaszcza hollywoodzkiego) logiki, ale "Naznaczony" grzeszy czymś znacznie gorszym: nie jest ani odrobinę straszny. Co więcej, nawet sprawdzone i tandetne triki – nagle pojawiająca się na ekranie twarz demona, hałasy, okrzyki przerażenia – nie wywołują bezwarunkowego podskakiwania w fotelu. W najlepszym wypadku budzą śmiech.

Trudno w Wanie widzieć odnowiciela horroru, ale w "Pile' czy późniejszej "Śmiertelnej ciszy" przynajmniej pokazał, że jest niezłym stylistą i potrafi utrzymać widzów w napięciu. "Naznaczony" nie jest nawet efektowny, a całości dopełnia fatalne aktorstwo – jedynie Patrick Wilson stara się odrobinę zdystansować do swojej roli, ale już Rose Byrne mogłaby z powodzeniem kandydować do Złotej Maliny.

Jedno z widm nękających nieszczęsną rodzinę Lambertów przypomina nieco Bruna Ricciego, małego bohatera "Złodziei rowerów" Vittoria De Siki. Mam nadzieję, że nawiedza teraz Jamesa Wana, nieustannie przypominając mu, czym powinno być prawdziwe kino.

NAWIEDZONY | USA 2010 | reżyseria: James Wan | dystrybucja: Vision | czas: 100 min