Studenci Gdyńskiej Szkoły Filmowej – Elżbieta Benkowska, autorka noweli "Żanna", Łukasz Ostalski, reżyser "Wiery", wreszcie Michał Wawrzecki z Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego, twórca noweli "Azaam", stworzyli wspólny portret młodego pokolenia Polaków, pokazywany jednak, co interesujące, z zewnątrz – z perspektywy mieszkających u nas obcokrajowców.

Kiedy po raz pierwszy oglądałem "Nowy świat" w wakacje 2015 roku, tuż przed festiwalem w Gdyni, temat uchodźców, imigrantów dla europejskiej społeczności nie stanowił jeszcze aż tak palącego problemu jak dzisiaj. Można zatem zaryzykować tezę, że Benkowska, Ostalski i Wawrzecki antycypowali pewne bolesne zjawiska, co przecież często jest domeną twórców. Są plusy i minusy wynikające z tego rodzaju konstatacji. Z jednej strony dodaje to filmowi blasku. Najlepszą nowelę filmu, "Żannę" Benkowskiej, ogląda się wręcz ze ściśniętym sercem, jako zapis pewnego stanu świadomości, bo przecież wszystko to, co jeszcze dwa lata temu wydawało się aktualne i przejmujące: nasza nieudawana empatia dla cierpiących, sąsiadów, solidarność z protestującymi w Białorusi czy na Ukrainie, dzisiaj jest już podróżą do dalekiego, egzotycznego kraju, w którym wszyscy mieliśmy trochę więcej szacunku do innych i siebie samych. Niewiele z tego zostało.

Z drugiej strony, te same argumenty przemawiają jednak na niekorzyść wszystkich trzech nowel. W dniu premiery kinowej "Nowego świata" kwestia imigrantów w Polsce została przykryta tonami papieru z mową nienawiści, upiornymi hasłami politycznymi, bezradnością wobec następujących po sobie aktów przemocy, terroru, niekontrolowanego napływu imigrantów w Europie. Rzeczywistość przerosła nas wszystkich. "Nowy świat" bardzo się zestarzał.

Oczywiste wydaje się nawiązanie twórców "Nowego świata" do innego, ważnego nowelowego filmu sprzed lat – "Ody do radości" z 2005 roku. Ten sam producent, Akson Studio (debiutujący "Nowym światem" również jako dystrybutor), zaprosił wówczas świeżo upieczonych absolwentów Szkoły Filmowej w Łodzi: Jana Komasę, Annę Kazejak i Macieja Migasa, do stworzenia filmu opowiadającego w biegu sytuację młodych ludzi, niemal ich rówieśników, dla których jedynym rozwiązaniem sytuacji życiowej był zarobkowy wyjazd do Anglii. Film był spektakularnym sukcesem, a Kazejak, Migas i zwłaszcza Komasa świetnie poradzili sobie w samodzielnej drodze. Po dziesięciu latach następni debiutanci zostali zaproszeni do projektu, w którym Polska stanowi przystań bezpieczeństwa, staje się domem dla obcokrajowców. Dużo jednak w tych nowych portretach sceptycyzmu, ironii, niewiele optymizmu. I chyba słusznie, ponieważ sytuacja w naszym kraju zmienia się szybciej, niż byśmy tego chcieli, a niedawny Brexit każe na nowo przepisać optymistyczne tezy zawarte również w "Odzie...".

Kino nie nadąża za galopadą zdarzeń, dlatego "Nowy świat" w momencie premiery wydaje się pozycją spóźnioną, mimo to ciekawą. Z najciekawszej w zestawie historii Żanny, żony białoruskiego opozycjonisty, próbującej ułożyć sobie życie z nowym facetem, ale także z opowieści o afgańskim żołnierzu geju Azzamie (trochę za dużo grzybów w barszczu) oraz o transseksualnej Ukraince Werze zbierającej pieniądze na operację korekcji płci, wyłania się rodzaj wspólnego lamentu nad figurą Innego. Nie imigranta, nie obcego, ale właśnie "Innego". Uciekiniera od przeszłości i teraźniejszości, człowieka niedopasowanego do większościowego społeczeństwa, nieradzącego sobie z obowiązującymi regułami gry. "Innemu" nigdy nie będzie łatwo. Huxleyowski "nowy wspaniały świat" jest adresem ze snu albo nazwą starej warszawskiej ulicy. Tylko tyle, nic więcej. 

"Nowy świat" | Polska 2015 | reżyseria: Elżbieta Benkowska, Michał Wawrzecki, Łukasz Ostalski | dystrybucja: Akson Studio | czas: 100 min | w kinach od 12.08