Bywalcy festiwali mogą kojarzyć ich wcześniejsze dzieło, czyli "Rumbę". Ta obficie czerpiąca z tradycji burleski komedia opowiada o parze niepięknych tancerzy amatorów. Łączy ich płomienna miłość, która wystawiona zostaje na próbę: on traci pamięć krótkotrwałą, jej lekarze amputują po wypadku nogę. Mimo to bohaterowie nie przestają tańczyć. Fabule "Rumby" pod żadnym względem nie ustępuje historia z "Czarodziejki" – główna bohaterka posiada moc spełniania życzeń oraz potrafi bez niczyjej pomocy zajść w ciążę i urodzić dziecko.

Jedno jest pewne: Abel i Gordon odnaleźli swoją konwencję. Szczerze bawi ich igranie ze swoimi ciałami, których uroda daleko odbiega od wyznaczanych przez popkulturę standardów. Lubią przydługie gagi oparte na nieustannych powtórzeniach lub nieskoordynowanym wymachiwaniu kończynami. Są poetyccy, słodcy, kolorowi i absurdalni. A przy tym opowiadają bez słów o wartościach uniwersalnych. Nie zmienia to jednak faktu, że do końca seansu "Czarodziejki" spora część widowni może po prostu nie dotrwać. W dużej mierze dlatego, że aspirująca do miana współczesnych twórców burleski para aktorsko-reżyserska absolutnie nie zna umiaru. Ponieważ każde ujęcie jest przeładowane groteskowością, a przy tym niemiłosiernie rozciągnięte w czasie, żaden, nawet najbardziej udany skecz, nie ma szans wybrzmieć ani rozbawić. Od nadmiaru głowa może bardzo rozboleć. Zwłaszcza w kinie.

CZARODZIEJKA | Belgia, Francja 2011 | reżyseria: Dominique Abel, Fiona Gordon, Bruno Romy | dystrybucja: Aurora Film | czas: 93 min