Jako gatunek zmierzamy ku samounicestwieniu. Skazaliśmy się na zagładę przez tryb życia nastawiony na nadkonsumpcję. Z jednej strony wykończą nas roztopione lodowce, z drugiej susza, a na dodatek przytłoczą tony śmieci. Wszystko wydarzy się w ciągu kilkudziesięciu lat, więc nie myślcie, że was to nie dotyczy.

Tak przynajmniej straszą twórcy "Wieku głupoty", formalnie najciekawszego filmu w zestawie "Oblicza ekologii". Obraz Fanny Armstrong łączy bowiem dokument z fabułą – Pete Postlethwaite wciela się w rolę archiwisty, który w 2055 roku jest jednym z ostatnich żyjących ludzi na Ziemi. W stalowej wieży, wystającej ponad poziom oceanów strzeże pamięci o ludzkości i zastanawia się, jak mogliśmy dopuścić do tragedii. Na część dokumentalną składają się filmy oglądane przez archiwistę, przedstawiające ludzi, którzy związani są ze światowym obrotem ropą naftową – od szukających nowych złóż po ekologów walczących o rozwój alternatywnych źródeł energii.


Fantastycznie zrealizowany, momentami przerażający dokument. Chwilami autentycznie zabawny, otwiera oczy, ale każe również zastanowić się, jak propagandowe techniki są używane w słusznej sprawie. Jednocześnie jest to obraz populistyczny, szafujący mocnymi hasłami – na pewno spodobałby się Alowi Gore’owi. To film, jaki mógłby nakręcić Michael Moore, gdyby tylko zajął się czymś istotniejszym niż tropienie spisków wewnątrz amerykańskiego rządu.

Przyszłością planety na pewno przejął się bohater i reżyser „Recepty na klęskę” – John Webster. Mieszka w Finlandii, gdzie ze swoją rodziną postanowił przez rok zrezygnować z ropy naftowej i jej pochodnych. Przesiadają się więc do transportu publicznego, rezygnują z latania samolotem na rzecz pociągów, eliminują większość plastikowych przedmiotów, których na co dzień używali.

Efekt został osiągnięty, Websterowie o połowę zmniejszyli emisję gazów cieplarnianych, okupując to kilkoma rodzinnymi awanturami i niezliczoną liczbą wyrzeczeń. Z pewnością też nie przekonali wielu widzów (ani nawet samych siebie) do tak radykalnych posunięć. Po filmie zostaje bowiem przede wszystkim wizja Johna Webstera jako szlachetnego wariata, który pastę do zębów robi w domu z sody oczyszczonej i żelatyny.


Na tle tych produkcji trzeci dokument zestawu – niepokojące "Jądro wieczności" – wydaje się filmem z nieco innego świata. Reżyser Michael Madsen wyprawia się w głąb korytarzy Onkalo – budowanego w Finlandii podziemnego grobowca na odpady radioaktywne.

Wszystkie – ze wszech miar ważne – pytania, zadawane przez twórców tych dokumentów, w Polsce wciąż wydają się odległe. Ekologów wciąż traktuje się u nas jako nieszkodliwych (zazwyczaj) wariatów, co to przykują się do drzewa w obronie jakichś krzaków w dolinie Rospudy. Z perspektywy bloku, w pobliżu którego do niedawna nie było nawet pojemników do segregacji śmieci, pytanie o alternatywne źródła energii wydaje się fantastyką naukową. Łatwiej – niestety – w Polsce myśleć, że to nas nie dotyczy, trudniej zacząć działać.

OBLICZA EKOLOGII: JĄDRO WIECZNOŚCI, WIEK GŁUPOTY, RECEPTA NA KLĘSKĘ | dystrybucja: Against Gravity