Reklama

Filmy, które do niedawna uchodziły za prostą rejestrację rzeczywistości, coraz śmielej flirtują dziś z konwencjami właściwymi fabule. Po komediowych "Yes-Menach" czy utrzymanym w poetyce thrillera "Człowieku na linie" przychodzi pora na science fiction. Choć "Wizyta" opowiada o niezapowiedzianym przybyciu na Ziemię istot z kosmosu, Michael Madsen nie zamierza siać wśród widzów popłochu godnego słynnej "Wojny światów". Duński reżyser i artysta konceptualny stawia raczej na metafizyczną lekcję pokory i empatii.

Film Madsena jest oczywiście bardzo oryginalny, lecz jednocześnie stanowi logiczną kontynuację dotychczasowych działań twórcy. Już w słynnym "Jądrze wieczności" Duńczyk zastanawiał się nad kondycją europejskiej cywilizacji, która zostawia potomności wizytówkę w postaci ton odpadów atomowych. Całkiem możliwe, że substancje o wytrzymałości obliczanej na 100 tysięcy lat mogą okazać się w przyszłości najtrwalszą zdobyczą naszych czasów. Ironiczny wydźwięk "Jądra wieczności" udało się utrzymać Madsenowi także w "Niezwykłej przeciętności". Zbiór dziwacznych scen z życia duńskiego miasteczka przedstawiał społeczeństwo ospałe, pogrążone w dekadencji i podskórnie pragnące ożywczego przełomu.

W swym najnowszym dziele reżyser przekonuje, że właśnie – rozumiana metaforycznie – wizyta obcych może przynieść gnuśniejącej Europie zastrzyk energii. Aby jednak skorzystać na pojawieniu się przybyszy z zewnątrz, należałoby najpierw pozbyć się uprzedzeń podsycanych przez popkulturę i tradycję. Madsen dopuszcza taką możliwość, ale jednocześnie pozostaje daleki od hurraoptymizmu. Za co najmniej równie prawdopodobną uznaje sytuację, w której kosmici wzbudziliby w nas agresję i dokonali zniszczenia planety lub pozwolili się zniewolić. Niezależnie od wszystkiego jedno wydaje się pewne. Tytułowa "wizyta", przedmiot jednoczesnej ekscytacji i lęku, zmieniłaby nasz świat nie do poznania.

WIZYTA | Dania, Finlandia 2015 | reżyseria: Michael Madsen | dystrybucja: Against Gravity | czas: 90 min