Diana Rymuza: Który z debiutów był trudniejszy – filmowy czy muzyczny?
Krzysztof Zalewski-Brejdygant:
Do muzyki "wchodziłem" z podstawowym, ale zawsze, wykształceniem muzycznym. Do filmu – zupełnie zielony, a więc jednak debiut filmowy był okupiony większym stresem.

"Historia Roja" powstawała przez lata, napotykając na wiele trudności. Na którym etapie pojawił się pomysł, by rockmana obsadzić w roli żołnierza podziemia antykomunistycznego? Kto na to wpadł?
Wpadł na to Jerzy Zalewski – reżyser filmu, kiedy zobaczył mnie w telewizji kilka lat przed rozpoczęciem pracy nad obrazem. Robił wtedy dokument o Roju i stwierdził, że pasowałbym mu do tej roli... No, i do tego zbieżność nazwisk. Odczytał to jako znak. Tak po prostu miało być.

Temat Żołnierzy Wyklętych budzi w Polsce wiele emocji. Szczególnie ostatnio. Część rodaków uważa ich za bohaterów, reszta woli nazywać "żołnierzami przeklętymi". Czy "Historia Roja" – pierwszy film fabularny o Wyklętych – ma szansę odkłamać czarną legendę i przywrócić im godne miejsce w historii?
Mam nadzieję, że tak. Przede wszystkim może przypomni ubeckie zbrodnie i horror początków PRL-u. Może dzięki temu docenimy bardziej to, co mamy teraz. 

Jeszcze przed premierą jeden z krytyków napisał, że "Historia Roja" to "artystycznie kulawy film. Wyklęci zasługują na więcej". Zgadzasz się z tą opinią?
Mam inne zdanie, ale każdy ma prawo do własnej opinii. "Historia Roja" to trudny film, lecz opowiedziany w oryginalny sposób, z pięknymi zdjęciami Tomasza Dobrowolskiego. Z drugiej strony trudno mi go oceniać, bo biorę w nim udział.

Czy "Historia Roja" to film, na który szkoły powinny "prowadzać uczniów do kin"?
Nie wiem, czy szkoły powinny prowadzać na cokolwiek? Wolałbym żeby widzowie, również ci młodzi, dobrowolnie poszli do kin. Myślę że warto.

Mieczysław Dziemieszkiewicz spędził w lesie sześć lat, walcząc z UB i kolaborantami. Możesz sobie wyobrazić takie życie? Siebie w takich warunkach?
To było najtrudniejsze ćwiczenie z wyobraźni. Przenieść się z krainy przesytu w krainę zimna, głodu i strachu. Nie wiem, oni chyba byli z jakiejś lepszej gliny. Chciałbym myśleć o sobie, że dałbym radę, ale nie stawiałbym na to zbyt dużych pieniędzy.

Która ze scen była najtrudniejsza do zagrania?
Nieco krępująca była pierwsza scena erotyczna. I scena wesela. To był bodaj drugi dzień zdjęciowy, dużo tekstu, mnóstwo ludzi i na dzień dobry ponosi mnie koń, wybiega na jezdnię, trąbi nań jadące auto, więc pędzi, ze mną na grzbiecie, do swojej stajni, parę kilometrów dalej... Lekko się spiąłem, a i owszem.

Pojawił się zarzut, że w filmie o Wyklętych nie powinno być scen erotycznych…
Dziwny zarzut. Młodzi ludzie, ze szczególną, dobitną świadomością ulotności życia, mieliby się nie kochać? Niby dlaczego? Jeżeli film ma być wiarygodny, to jego bohaterowie muszą być ludzcy. A sceny są bardzo łagodne, więc bez przesady.

Muzyka czy film? "Historia Roja" to jednorazowa przygoda? Czy zobaczymy jeszcze Krzysztofa Zalewskiego na ekranie? I co na to ojciec – aktor Stanisław Brejdygant? Chce, by syn szedł w jego ślady?
Jestem muzykiem. To mój zawód. Z filmem przygoda piękna, ale chyba jednorazowa. Chociaż kto wie? Tata ogólnie się cieszy i wie, że zostaję przy muzyce.

Kiedy więc kolejna płyta Zalefa?
Niebawem.

Krzysztof Zalewski-Brejdygant (znany jako Zalef) zdobył dużą popularność wygrywając drugą edycję "Idola". Muzyk, kompozytor, wokalista, autor tekstów i multiinstrumentalista na koncie ma dwa albumy ("Pistolet", "Zelig"). Członek zespołów Japoto i Muchy, grał z Katarzyną Nosowską i grupami Hey, Nie-bo oraz Męskim Graniem Orkiestrą. Jako aktor debiutował na planie filmu Jerzego Zalewskiego "Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać", gdzie zagrał tytułową rolę Mieczysława "Roja" Dziemieszkiewicza. Film czekał na swoją kinową premierę sześć lat (zdjęcia do niego realizowano już w 2010 roku), a na polskie ekrany wejdzie 4 marca 2016 roku.