"Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych" jak podrzędny klip kiepskiego rapera [RECENZJA]
25 kwietnia 2014!["Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych" jak podrzędny klip kiepskiego rapera [RECENZJA]](https://webp-konwerter.incdn.pl/eyJmIjoiaHR0cHM6Ly9pbmZvci13ZWItc3RhdGlj/LWR6aWVubmlrLmluY2RuLnBsL2R6aWVubmlrL2Rv/Y3VtZW50cy9EWkswMDAwMDAwMDAwMDAwNDU3NjY1/L2ZpbGVzLzYyMDE4NzUtLmpwZyIsInciOjE0MDB9)
Tytułowe Brick Mansions to uosobienie cywilizacyjnej apokalipsy – dzielnica, do której nie dociera ani ręka sprawiedliwości, ani jej egzekutor, czyli biały anglosaski mężczyzna w garniturze. Na wyludnionych ulicach króluje chaos, przemoc i narkotyki, a wszystko to jest dziełem potomków pierwszych Afrykanów przybyłych na ten ląd. Tak, film Camille'a Delamarre'a jest zarówno nieznośnie czarno-biały w przekazie, jak i bezbarwny w treści. Ale najsłabiej wypadają momenty, kiedy "Brick Mansions" nabiera czerwono-biało-niebieskich rumieńców, a politycznego wydźwięku nie zagłusza nawet głośny rap.