Dziennik Gazeta Prawana logo

Najgorsze otwarcie w dziejach Cannes? "Grace księżna Monako" całkowitą katastrofą

15 maja 2014, 18:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Grace księżna Monako
Grace księżna Monako/Monolith Films
Canneński festiwal lubi spektakularne otwarcia. Kiedy w pierwszy dzień tego międzynarodowego święta kina na czerwonym dywanie pojawia się ekipa złożona z gwiazd, w medialnych oczach pojawia się dodatkowy błysk. Jednak w tym roku ekscytację towarzyszącą premierze długo wyczekiwanej filmowej biografii księżnej-aktorki Grace Kelly szybko gaszą pierwsze recenzje filmu. "Grace księżna Monako" Oliviera Dahana to wręcz niemoralna w swoim przepychu katastrofa.

"Grace..." nie jest filmem stricte biograficznym. To, jak zastrzegają w napisach początkowych twórcy, filmowa fikcja inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Dahan i jego scenarzysta, początkujący Arash Amel ("Wrobiony"), który jest jednocześnie producentem filmu, całkowicie popuścili wodze fantazji. Choć historycznie trzymają się stosunkowo blisko faktów (film rozgrywa się na początku lat sześćdziesiątych, na tle konfliktu francusko-monakijskiego), z życia Grace Kelly i księcia Rainiera uczynili operę mydlaną – z ogromnym budżetem. Usta swoich bohaterów hojnie napchali niewyobrażalną ilość zdań, w których występuje któreś z grupy słów, których na ekranie nadużywać nie wolno, chyba że ma się na to niezwykły patent. Tu go zabrakło, więc niemal każda kolejna klatka ocieka nieujętą w jakikolwiek ironiczny filtr zmiękczający ordynarnymi Miłością, Wiarą, Nadzieją, Rodziną i Patriotyzmem.

Jeśli Nicole Kidman jest w stanie wypowiadać napisane przez Amela dialogi bez mrugnięcia okiem, to tylko dzięki wysokiemu zagęszczeniu rozmaitych środków paraliżujących unerwienie w swoich tkankach twarzy. Apogeum sadystycznie wylewanej na widza fali patosu następuje chyba w scenie rozmowy Grace i Marii Callas (oczywiście znacznie atrakcyjniejsza niż pierwowzór Paz Vega). Najpierw gustownie nakręcone z oddala dublerki galopują przez drżące na wietrze pole, by natknąwszy się na ławicę reporterów, zboczyć z trasy i w ustronnym miejscu odbyć, wciąż w siodle, rozmowę o sensie życia i marzeń, brzmiącą jak streszczenie przewodnika motywacyjnego z supermarketowej wyprzedaży. Płowe kłosy w milczeniu przysłuchują się, jak Nadzieja i Wiara – oraz w tym wydaniu jeszcze Prawda – ponownie przystępują do werbalnego ataku na widza.

Tim Roth nie musiał się za bardzo przejmować karykaturalną wręcz miałkością tekstu, bo linijek ma niewiele. Grace Kidman gada i spogląda, wzdycha i potrząsa idealnie ułożoną koafiurą, wzbudzając (nie zawsze zamierzone) emocje widowni. Księcia Rainiera kamera konsekwentnie kreuje za to na egotystycznego gbura, który (typowy facet!) nie bardzo umie mówić o "tych emocjach". Na szczęście kiedy podczas finalnej przemowy księżna paraliżuje go taserem miłości, udowadniając, że potrafi być sprytniusią dyplomatką i używać mody w celach politycznych, książę wreszcie dostrzega jej wewnętrzne światło. I żyli długo i szczęśliwie. Wrrróć!... To chyba nie ta bajka...

Całą recenzję Anny Tatarskiej czytaj w portalu Stopklatka.pl>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Stopklatka
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj