Dziennik Gazeta Prawana logo

"Tom": Trzeba zabić tę miłość [RECENZJA]

16 maja 2014, 12:51
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Xavier Dolan jako Tom
Xavier Dolan jako Tom/Media
Xavier Dolan nie zamierza osiąść na laurach, szuka własnego języka, ciągle się rozwija. "Tom" jest wciąż niedoskonałym, ale zdecydowanie najciekawszym tytułem w dotychczasowej biografii reżysera.

Pozornie Dolan postawił na minimalizm. Słusznie wyczuł, że dalsze drenowanie filmowego glamouru w wydaniu genderowym narazi go na zarzuty o status autoepigona, co zważywszy na ciągle bardzo młody wiek reżysera, byłoby oskarżeniem dosyć abstrakcyjnym. Do pewnych granic stylu wypracowanego oczywiście na bazie inspirujących lektur filmowych – od Almodóvara i Saury po Resnaisa i wczesnego Godarda,Xavier Dolan dotarł już w poprzednim filmie, interesującym, ale zdecydowanie manierycznym "Na zawsze Lawrence". "Tom" wydaje się o wiele dojrzalszy od poprzednika.

To, co rozbuchane, zostało wyciszone, o emocjach się myśli, ale się ich nie ujawnia, niemniej to także tytuł skrajnie egocentryczny, narcystyczny wręcz – i to nie tylko dlatego że Dolan z dużym wdziękiem zagrał główną rolę. Tytułowy bohater przyjeżdża na pogrzeb chłopaka. Guillaume mieszkał na wsi, Tom niewiele wiedział o jego rodzinie. Jest zdumiony tym, co został. Czekają na niego zamknięta w sobie matka (Lisa Roy), wielu spraw się domyślająca, ale nigdy w życiu nie ujawniająca tych myśli, oraz brat Guillaume'a - Francis (Pierre-Yves Cardinal), porywczy macho, jednocześnie odpychający i fascynujący, pomieszanie homofoba i niewyautowanego geja.

Toma wyrwanego nagle z wielkomiejskiej rzeczywistości do – dosłownie mówiąc – obory pełnej krów, nowe realia nie tyle odrzucają, co fascynują. Chciałby wyjechać ze wsi, ale nie potrafi. Coś czy raczej ktoś go zatrzymuje. Pamięć o Guillaumie coraz mocniej łączy się z fizyczną, biologiczną obecnością Francisa. Aura wokół mężczyzn jest seksualna, odpierane żądze nie znikają. Sadyzm kontruje się z czułością, masochizm z miłością. Sfotografowanie tych wewnętrznych miraży to największy sukces filmu. Nie wierzę zupełnie w historię, ale wierzę Dolanowi. Rzekomo wielka tajemnica Francisa odkryta przezeń w finale wydaje się niewspółmierna do skali dygotu zachodzącego w Tomie, ale wystarczy jedna kapitalnie wymyślona i sfotografowana scena erotycznego trzęsienia ziemi pomiędzy bratem zmarłego a Tomem, żeby wszystkie fakty, logiczne rozwiązania straciły na znaczeniu.

W zakochaniu paraliżowanym cierpieniem nie ma miejsca na logikę. Liczy się strach i pożądanie, sperma i łzy, nienawiść i miłość, odrzucenie tej miłości, intuicyjna świadomość ceny, którą za to płacimy. Tom wraca do Montrealu, słuchając przejmującego songu Rufusa Wainwrighta "Going to a Town".– śpiewa Rufus. Kiedy skończą się napisy, film Dolana trwa dalej. Jeszcze moment, jeszcze chwila wahania. Tom zatrzymuje się na przedmieściach. Widać już neony, szczyty wieżowców, słychać wewnętrzne łkanie bohatera. Uzdrowienie z żałoby po odejściu bliskiego jest równie bezlitosne jak śmiertelna choroba.

TOM | Kanada, Francja 2013 | reżyseria: Xavier Dolan | dystrybucja: Spectator | czas: 102 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj