Dziennik Gazeta Prawana logo

"Bella Mia" jak seksistowski dowcip o blondynce

16 maja 2014, 15:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Bella Mia
Bella Mia/Media
Wyobraźcie sobie parodię survival-horroru, w którym w południowoeuropejskim lesie stado krów próbuje przetrwać polowanie, jakie urządził na nie psychopatyczny myśliwy. Trup ścieli się gęsto, krew leje się obficie. Zabawne? Tak mogła wyglądać "Bella Mia", gdyby tylko reżyser wykazał się inwencją i ironią.

Niestety, Martin Duba zdaje się cierpieć na deficyt jednego i drugiego. Jego film to śmiertelnie poważne widowisko z proekologicznym przesłaniem. Oto tytułowa mućka z kilkoma koleżankami uciekają ze stajni czeskiego rolnika po tym, jak pojawiły się u nich objawy choroby szalonych krów. Zwierzęta muszą przetrwać w lesie, gdzie próbuje je odstrzelić ekipa opętanego leśniczego.

Szanse są wyrównane. Ludzie i krowy w świecie przedstawionym obdarzeni są podobnym ilorazem inteligencji (mogłoby zabraknąć skali, dolnej skali). Nic więc dziwnego, że poszukiwania ciągną się w nieskończoność. Niestety, twórcy nie potrafią nadać im dramatyzmu. Pomiędzy kolejnymi scenami z łaciatymi bohaterkami prezentują więc – w zamyśle bardziej dramatyczne – sceny familijne, z życia właściciela gospodarstwa i jego bliskich. Ale i one wyprane są ze wszelkich emocji. Aktorzy wyraźnie się męczą, wypowiadając infantylne kwestie i zachowując się wbrew wszelkiej logice, jakby sami cierpieli na jakąś przypadłość z szaleństwem w nazwie.

Nie radzą sobie też krowy, które – jak to krowy – nie mają nic do powiedzenia. Ich ekspresja ogranicza się do maślanego spojrzenia, ewentualnie przeżucia siana. Podsumowując 2013 rok w kinie, magazyn "Total Film" przyznał swoje nagrody dla najlepszych zwierzęcych "aktorów". Krowy z "Bella Mia" w plebiscycie nie miałyby szans nawet na nominację. Żeby je nagrodzić, trzeba byłoby stworzyć odpowiednik Złotych Malin dla czworonogów.

Niesławna statuetka należałaby się też twórcom za kompletnie zmarnowany potencjał komediowy drzemiący w tej historii. No, chyba że zabawne miało być opracowywanie taktyki polowania. Nawiedzeni myśliwi, którzy służyli w kontyngencie w Afganistanie, dochodzą do wniosku, że rozprawią się z bydłem dokładnie w taki sam sposób jak z Talibami. Zważywszy na fakt, że scenariusz filmu oparto na prawdziwej historii, ta budząca konsternację scena nie świadczy zbyt dobrze o naszych południowych sąsiadach.

W ogóle trudno uwierzyć, że to, co pokazał nam Duba, miało miejsce w rzeczywistości. "Bella Mia" bardziej od anegdoty przypomina rozwleczony seksistowski dowcip w stylu "Ile blondynek potrzeba, żeby wymienić żarówkę". Tutaj blondynki zamieniono na myśliwych, a wymianę żarówki – na polowanie na krowy.

BELLA MIA | Czechy, Polska 2013 | reżyseria: Martin Duba | dystrybucja: Fundacja Magellan | czas: 88 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: recenzja
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj