Zadyszka prędzej czy później musiała się zdarzyć. Nie da się cały czas utrzymać równego tempa, zwłaszcza gdy strzela się pomysłami w takim tempie, jak twórcy poprzednich filmów z Lego w tytule. W "Przygodzie" na ich korzyść działał zaskakujący efekt świeżości, w "Batmanie" - blisko osiemdziesięcioletnia tradycja komiksowego bohatera, z której można zarówno wdzięcznie kpić, jak i czerpać inspirację. "Ninjago" to już wyłącznie produkt marketingowy, linia klocków – zdaje się bardzo popularna – promowana już wcześniej serialem telewizyjnym. Szóstce bohaterów, młodocianych wojowników, została dopisana cała historia, misja, ideologia. Dostali swoich wrogów i przyjaciół. Z tego wszystkiego scenariusz "Ninjago" oczywiście chętnie korzysta. Lecz po raz pierwszy w przypadku pełnometrażowych filmów "Lego" miałem wrażenie obcowania z nadmiernie rozciągniętą reklamą popularnych klocków. W przypadku poprzednich filmów udawało się tego uniknąć.

Do przygodowej fabuły został tu dopisany wątek familijny – młodzi wojownicy z miasta Ninjago walczą z tyranem Lordem Garmadonem, który jest, tak się składa, ojcem jednego z nich. Zielony Ninja, w cywilu Lloyd Garmadon – zły za to, że tata zostawił przed laty rodzinę – chce go zniszczyć, lecz nieumyślnie doprowadza do niemal całkowitej zagłady miasta, jej narzędziem czyniąc uroczego kotka. Dachowca dzielni ninja mogą powstrzymać jedynie współpracując ze złym Garmadonem, co fabule otwiera drogę zarówno do kolejnych bijatyk, jak i pokrzepiającego morału.

"Lego Ninjago Film" bywa chwilami bardzo błyskotliwy, gdy zgrabnie parodiuje schematy – czasami nawet konkretne sceny – młodzieżowych hitów w rodzaju "Karate Kida" czy musicalu "Annie". Gdy odwołuje się do bogatej tradycji azjatyckiego kina sztuk walki, nawet jeśli zatrudnianie do małej roli (a także oryginalnego dubbingu) Jackiego Chana wydaje się chwytem zbyt banalnym. Gdy wplata do fabuły drobne popkulturowe aluzje i smaczki.

Ale jednocześnie "Ninjago" brakuje wizualnej świeżości, brawury dialogów, szalonego poczucia humoru. Scenariusz opiera się co prawda na sprawdzonych w poprzednich filmach pomysłach, ale nuży ich przewidywalnością, a na dodatek powiela gatunkowe schematy, z których początkowo stara się kpić. Być może twórcy chcą zbyt wiele: w końcu seria "Lego" to nie tylko produkcje kinowe, lecz także liczne filmy produkowane bezpośrednio dla telewizji oraz na rynek VOD i DVD, seriale, krótkometrażówki, gry wideo. Potencjał wyczerpuje się zbyt szybko.

To wszystko, rzecz jasna, zarzuty, które docelowa publiczność mieć będzie w nosie – dzieciaki spędzające czas na zabawie niezliczonymi zestawami Ninjago pewnie będą barwnym i dynamicznym widowiskiem zachwycone. Rodzice będą w tym czasie raczej wracać myślami do lat, gdy sami z zapałem składali zestawy z serii City.

"Lego Ninjago Film", USA, Dania 2017, reżyseria: Charlie Bean, Paul Fisher, Bob Logan, dystrybucja: Warner, czas: 101 min