W niedawnym "Dotyku grzechu" Zhangke flirtował z konwencją kina sensacyjnego i inscenizował sceny przemocy z fantazją godną Quentina Tarantino. Tym razem natomiast postawił na bardziej subtelne emocje i postanowił zainspirować się konwencją melodramatu. Zhangke nie byłby jednak sobą, gdyby w historii niemożliwej miłości między przedstawicielami dwóch różnych klas społecznych nie przemycił gorzkiej prawdy o dzisiejszych Chinach.

"Nawet góry przeminą" rozpoczyna jedna z najbardziej hipnotyzujących scen, jakie mogliśmy oglądać w kinach w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Mamy ostatnie sekundy roku 1999. Grupa Chińczyków wita nowy rok synchronicznym tańcem w rytm szlagieru "Go West" z repertuaru Pet Shop Boys. Wybór piosenki nie jest przypadkowy – wchodzący w dorosłość bohaterowie, nieobciążeni kompleksami starszych pokoleń, odważnie zgłaszają swój akces do świata Zachodu. Nie da się ukryć, że mają ku temu doskonałą okazję – Państwo Środka po latach właśnie wychodzi z cienia i zaczyna czerpać korzyści dzięki ekonomicznej prosperity. W pierwszych partiach filmu Zhangke z mistrzowskim wyczuciem oddaje atmosferę entuzjazmu i młodzieńczej zachłanności, z jaką Chińczycy sięgają po daną im przez los szansę.

Postawa ta, nawet jeśli początkowo wyłącznie rozczula, szybko zostaje naznaczona ambiwalencją. Doskonale widać to na przykładzie Tao – atrakcyjnej dziewczyny, która jest zakochana w sympatycznym górniku, ale z zadowoleniem przyjmuje także zaloty rzutkiego przedsiębiorcy. W wizji Zhangke punkt widzenia jednostki doskonale łączy się z perspektywą uniwersalną. Uczuciowe rozdarcie bohaterki wydaje się analogiczne do rozkroku, w jakim tkwią współczesne Chiny zmuszone do wyboru między własną wielowiekową tradycją a kuszącą perspektywą globalizacji.

Reżyser nie zamierza rozciągać dylematów Tao w nieskończoność i skupia się raczej na konsekwencjach dokonanego przez nią wyboru. Aby je zobrazować, Zhangke przenosi akcję najpierw do roku 2014, a potem 2025. Te czasowe przeskoki służą przede wszystkim do zobrazowania procesu powolnej utraty tożsamości, która okazuje się wysoką ceną awansu społecznego. Na szczęście Zhangke okazuje się zbyt inteligentnym reżyserem, by zadowolić się nachalnym moralizatorstwem. Towarzyszące Tao poczucie niespełnienia potrafi pokazać nie wprost, lecz za pomocą dyskretnej sugestii bądź celnej metafory.

Siła "Nawet góry przeminą" polega również na tym, że choć wątki społeczne i polityczne są dla fabuły bardzo ważne, w każdej chwili można wznieść ją na poziom większej uniwersalności. Dlatego właśnie tak przejmująco wypadają ostatnie sceny filmu, w których dojrzała Tao w największym stopniu odczuwa konsekwencje wszystkich swoich wcześniejszych wyborów. Bohaterka, dotąd właściwie bezbronna i idąca przez życie po omacku, zyskuje wreszcie broń w postaci samoświadomości. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast "Go West" za swój hymn mogłaby ostatecznie uznać "I Will Survive".

Nawet góry przeminą | Chiny, Francja, Japonia 2015 | reżyseria: Jia Zhangke | dystrybucja: Against Gravity | czas: 131 min | w kinach od 4 marca