Dzieło irańskiej twórczyni cierpi na rozdwojenie jaźni: momentami przypomina nieśmieszną komedię, by za chwilę przeistoczyć się w pozbawiony grozy horror. W stworzeniu wciągającej fabuły autorce "Persepolis" nie pomaga zaciąg hollywoodzkich sław, gadający pies i kot, a nawet Jezus Chrystus śpiewający ckliwe "Happy Song". Stylistyczna niekonsekwencja i fabularny chaos sprawiają, że opowieść o perypetiach seryjnego mordercy stanowi prawdziwą torturę dla widza.

Dotychczasowa twórczość Satrapi zawsze była wyrazista, lecz nigdy karykaturalna. Postacie z tworzonych przez autorkę filmów i komiksów cierpiały w wyniku niedopasowania do rzeczywistości, dawały upust gniewnym frustracjom i pogrążały się w paraliżującej melancholii. Ich egzaltowane reakcje wydawały nam się jednak wiarygodne, bo miały oparcie w rodzinnych legendach i wspomnieniach samej autorki.

Źródłem inspiracji w "Głosach" pozostaje natomiast niezbyt oryginalna, popkulturowa fantazja o sympatycznym złoczyńcy. Jerry z filmu Satrapi nie ma w sobie charyzmy Hannibala Lectera ani uroku osobistego Normana Batesa z "Psychozy". Trudno zatem zrozumieć seksowne bohaterki pozwalające mu się uwieść i tym samym sprowadzające na siebie zgubę. Motywacje postaci wydają się równie zaskakujące dla samej Satrapi dającej popis reżyserskiej nieporadności.

Zagubienie irańskiej twórczyni wynika pewnie z tego, że "Głosy" to jej anglojęzyczny debiut, a także pierwszy film, który zrealizowała na podstawie scenariusza innego autora. Wygląda na to, że lekarstwem na kryzys formy Satrapi powinien okazać się powrót do korzeni i ponowna wycieczka do "Persepolis".

Głosy | Niemcy, USA 2014 | reżyseria: Marjane Satrapi | dystrybucja: M2 Films | czas: 107 min