Gdy Palkowski pracował nad swoim filmem o Zbigniewie Relidze, kardiochirurgu, który przeprowadził pierwszą w Polsce udaną transplantację serca, wielu zastanawiało się nad tym, czy wyniesie on swojego bohatera na piedestał, rezygnując z ukazywania niechlubnych wydarzeń z jego życia i eksponując jego zasługi. Na szczęście nic takiego się nie stało. Palkowskiego bowiem bardziej interesowała sama historia, którą opowiedział niezwykle sprawnie.

Filmowy Religa jest jak bohater Kina Nowej Przygody; aby osiągnąć cel, musi odbyć podróż, w trakcie której pokonuje przeróżne przeszkody, w tym jedną największą – swoją własną słabość. Choć podróż jest tu symboliczna, Religa został wyposażony w pojazd, którym jest zielony fiat. Przemierza nim Polskę wzdłuż i wszerz po to, by móc otworzyć własną klinikę, a później przeprowadzić przeszczep serca. Tym, co jest największą bronią bohatera nie jest skalpel, którym włada równie sprawnie, co mistrz Jedi świetlnym mieczem, ale szaleństwo, na granicy którego balansuje. To dzięki niemu jest on w stanie podążać tam, gdzie jeszcze nikt nie był i to dzięki niemu jest w stanie łamać zasady na drodze do celu. Twórcy filmu tylko delikatnie zasugerowali, że taka broń może być niebezpieczna, nie zgłębiając tematu zgubnej obsesji, w jaką mogła się przerodzić. Jest jednak coś takiego w filmowym Relidze, świetnie zagranym przez Tomasza Kota, co wzbudza pewne niedowierzanie, gdy zarzeka się on, że swoje działania podejmuje w imię ratowania życia.

Całą recenzję Karoliny Stankiewicz czytaj w portalu Stopklatka.pl>>>