Historia Pottsa, niegdyś gnębionego przez szkolnych bandytów grubaska, dziś odnoszącego popularne sukcesy śpiewaka operowego, to rzeczywiście niemal gotowy materiał na film. Oczywiście przekładając ją na język scenariusza jego autor, Justin Zackham (m.in. scenarzysta i reżyser niedawnego "Wielkiego Wesela") wyciągnął pastelowe kredki i podmalował rzeczywistość, tu i ówdzie dodając też nieco kitu i lukru.

Życiorys Pottsa doczekał się kilku fikcyjnych "upgrade'ów", mających na celu uczynić historię bardziej ekscytującą. Jak to zwykle bywa, grający główną rolę brytyjski komik James Corden i wcielająca się w jego żonę (ujmująca i bezpretensjonalna) Alexandra Roach są nieco bardziej atrakcyjni (i oczywiście szczuplejsi) niż ich pierwowzory, a ich miłosna historia bardziej romantyczna i spektakularna. Ciemne kolory przyciemniono, starannie eksponując traumatyczne dzieciństwo aspirującego tenora i ziejącą beznadzieję małego walijskiego miasteczka, z którego pochodzi Potts. Uwypuklono także aspekty optymistyczne. Z jednych, płatnych warsztatów u Pavarottiego zrobiono całe studia operowe w romantycznej Wenecji. Dodano do tego jeszcze romans z seksowną brunetką, koleżanką z zajęć, której postrzeganie Paula, jak też wiele innych stosowanych w filmie zabiegów, ma przekonać widza do motta całej tej filmowej opowieści: prawdziwe piękno kryje się w duszy.

Całą recenzję Anny Tatarskiej czytaj w Stopklatka.pl>>>