"Siostra Mozarta" grała drugie skrzypce
"Siostra Mozarta" to luźny zapis koncertowej trasy rodziny genialnego kompozytora. Bo kto wie, czy gdyby nie menedżerskie zdolności jego ojca młody pianista kiedykolwiek miałby okazję zagrać na królewskim dworze.
- "Wyjazd integracyjny", o którym chcemy szybko zapomnieć
- Jak Jung zwątpił we Freuda
- "Służące" w amerykańskim piekle
- "Przygody Tintina" – wspaniała zabawa ze Spielbergiem
- "Contagion" – na krawędzi zagłady
- Ratuj się, kto może z "Sanktuarium"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Film nie miał jednak traktować o Wolfgangu Amadeuszu, a na pewno nie bezpośrednio, choć w trakcie seansu usłyszeć można kilka jego młodzieńczych utworów. O ile więc wybitność Mozarta nie podlega dyskusji, niewiele wiemy na temat twórczości jego siostry, Marii Anny zwanej Nannerl. Reżyser René Féret stawia ją niemal na równi z bratem, sugerując, że gdyby nie autorytarny, acz kochający ojciec oraz panujące wówczas uwarunkowania społeczne, dzisiaj słuchalibyśmy muzyki Nannerl z równym zaangażowaniem. I być może w teorii tej jest wiele prawdy, wszak sam mistrz w listach zachwycał się utworami swojej siostry. Nigdy jednak nie będzie nam dane zweryfikować prawdziwości tych twierdzeń – w filmie pozbawiona złudzeń Nannerl pali zapisane nutami karty.
Kuszące jest wpisanie "Siostry Mozarta" w nurt współczesnego kina feministycznego, tyle że w kostiumie. Jednak problem obrazu Féreta polega na jego anachroniczności, zarówno formalnej, jak i treściowej. Nie mówi on absolutnie nic, czego byśmy już o dysproporcji życiowych szans ze względu na płeć nie wiedzieli. Sprowadza całą problematykę do prostego wniosku – w owych czasach lepiej było urodzić się chłopcem niż dziewczynką, co zdaje się udowadniać obecny w filmie epizod crossdressingowy.
Realizacyjnie "Siostra Mozarta" jest bez zarzutu. Na szczególną uwagę zasługują wyborna fotografia i nienaganna kompozycja kadrów. W niektórych scenach film razi jednak inscenizacyjną sztucznością i teatralnym dialogiem. I, co smutne, tak jak w życiu, na ekranie to właśnie Mozart przyciąga silniej – zupełnie różny od tego Formanowskiego, geniusz, a jednak zwyczajny chłopiec, tak samo chętnie sunący palcami po klawiszach, co walący siostrę po głowie podczas radosnego boju na poduszki.
SIOSTRA MOZARTA | Francja 2010 | reżyseria: René Féret | dystrybucja: Vivarto | czas: 120 min














































~mkk2011-11-04 23:11
To jest bardzo dobry, inteligentny film, z kilkoma rewelacyjnie zagranymi rolami (ojciec Mozart, matka Mozart, Delfin, królewna Francji jako mała m mniszka, hrabina van Eyck),świetgnie fotografowany, subtedlnie oprawiony muzycznie.
Więc skąd te narzekania recenzenckie n.t. anachroniczności itp.?
Trudno zgadnąc.
Może dlatego, że nie ma w nim wielkich nazwisk (a są mniej znani, za to profesjonaliści całą gębą)?
A może dlatego, że nie grają w nim p.p. Karolak i Kot, pieszczoszki recenentów 'Dziennika"? Nie grają, bo w tym filmie trzeba było cos umieć zagrać, a nie tylko byc i robić miny...
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!