"Strefa X" (w oryginale "Monsters", czyli "Potwory"), debiutancki obraz Garetha Edwardsa, wpisuje się w ten nurt, obok tytułów takich jak "Dystrykt 9" czy "Projekt: Monster" (dla odmiany w oryginale "Cloverfield"). Wszystkie te filmy odświeżają zużytą konwencję filmu o obcych, choć z różnym efektem: "Dystrykt" to kino wybitne, podczas gdy "Projekt: Monster" zalicza się raczej do kategorii przyzwoitej rozrywki. "Strefa" plasuje się gdzieś pośrodku: nie brak jej ambicji, by tworzyć nowe jakości i pod płaszczykiem gatunku poruszać istotne kwestie polityczne i społeczne, ale ostateczne przesłanie okazuje się zbyt miałkie.

Pomysł otwarcia jest jednak obiecujący. Akcja rozgrywa się sześć lat po katastrofie sondy kosmicznej NASA, która wracała z próbkami odkrytych w kosmosie śladów życia. W wyniku wypadku doszło do skażenia części terytorium Meksyku przy granicy z USA, gdzie wkrótce wykluły się pozaziemskie monstra – gigantyczne, agresywne stwory, nieco podobne do poruszających się po lądzie i wodzie ośmiornic. Walkę z nimi podjęło amerykańskie wojsko, teren zaś został uznany za niebezpieczną strefę, odgrodzoną od Stanów wielgachnym murem...

W takich realiach w Mexico City spotyka się para Amerykanów: Andrew (Scoot McNairy) i Sam (Whitney Able). On jest ambitnym fotografem marzącym o zrealizowaniu wartego grubą forsę reportażu z miejsca objętego katastrofą. Ona jest zbuntowaną córką magnata prasowego. Andrew zostaje zobowiązany przez wpływowego tatusia Sama do doprowadzenia dziewczyny do granicy ze Stanami. W wyniku splotu okoliczności para będzie musiała przebyć najniebezpieczniejszy odcinek przez odciętą strefę pieszo.


Film łączy w sobie romans w stylu indie – bohaterowie są tak ładni, fajni i stylowi, że mimo trudów podróży mogliby tak jak stoją wejść i zadawać szyku w hipsterskich kawiarniach Nowego Jorku, Berlina czy Warszawy – z horrorem SF. Rodzące się między parą uczucie jest równie istotne jak obrazy grozy i zniszczenia sianego przez potwory. "Strefa X" chce jednak być czymś jeszcze – kamera wydobywa także biedę, strach i beznadzieję, w której żyją mieszkańcy skażonej strefy. I cyniczną obojętność Ameryki, która odgrodziła się wysokim murem, wysłała do walki wojsko i płaci tysiące dolarów za zdjęcie dziecka zabitego przez kosmitę. Smaczku ma tu zapewne dodawać to, że mur na amerykańsko-meksykańskim pograniczu naprawdę istnieje. Nie jest tak imponujący jak w filmie i nie służy do obrony przed potworami, lecz ma uniemożliwiać nielegalne przekraczanie granicy biednym, szukającym lepszego życia emigrantom.

Niestety taka paralela wydaje się dosyć prostacka – jak i wieńcząca film obserwacja, że oto wrogie potwory może wcale nie są takie straszne, a zapewne mają też świat uczuć i mogłyby zyskać przy bliższym poznaniu, gdyby tak je zaprosić na kulturalną herbatkę...

STREFA X | Wielka Brytania 2010 | reżyseria: Gareth Edwards | dystrybucja: Best Film | czas: 94 min