Dwie Ameryki, żadnego raju
Dlaczego Kolumbijczycy uciekają do Nowego Jorku? "Pradiso Travel" jest pogonią za szczęściem.
- Miłość w samym środku kolumbijskiego piekła
- Ostra laska - thriller i telenowela
- Junot Diaz. Wschodząca gwiazda literatury
- Pisarz u kresu drogi
- Skármeta: Proszę nikomu o tym nie mówić
- Zwodnicza słodycz
- Nie wstydzić się odmienności
- Haiku z poziomu parteru
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nie wiedziałem, że rozpacz jest gorsza od śmierci. Albo że jest innym rodzajem śmierci" – mówi Marlon, Kolumbijczyk, który emigruje do Stanów. Rozpacz jest w tej historii motorem działania. Niezadowolenie z życia pozbawionego szans na rozwój. Wyobrażenie o amerykańskim raju.
"Paraiso Travel", powieść Jorge Franco, kilka lat temu była bestsellerem. Nic dziwnego, w pierwszej narracyjnej warstwie to love story. Smutna opowieść o dwójce Kolumbijczyków, którzy najpierw marzą o amerykańskim szczęściu, potem te marzenia próbują spełnić, uciekając ze swojego kraju. Celem jest Nowy Jork.
To najbardziej otwarte miasto świata w "Paraiso Travel" wydaje się mroczną, nieprzeniknioną enklawą. Im dłużej ogląda się tę historię, tym ważniejsze staje się pytanie, dlaczego uciekli, skoro w kolumbijskim Medellin nie było tak źle? Biednie, ale także rodzinnie. Może nudno, jednak bezpiecznie.
Nie byłoby tej historii, gdyby Marlon nie oszalał na punkcie Reiny. Znała Amerykę z kolorowych zdjęć w tabloidach. Nie zastanawiała się, dlaczego musi tam pojechać, ale czuła, że to raj. Nie była mądra, za to sprytna. Zdawała sobie sprawę, że Marlon zrobi dla niej wszystko. Zatem za pieniądze rodziny chłopaka uciekła z nim do Ameryki.



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!