Dziennik Gazeta Prawana logo

"Spider-Man: Homecoming": Jak zostać superbohaterem [RECENZJA]

14 lipca 2017, 11:54
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Spider-Man: Homecoming
Spider-Man: Homecoming/Media
Jeden z najpopularniejszych bohaterów komiksów Marvela wraca do kin. Znowu – można dodać z lekkim zniecierpliwieniem, w końcu to już trzecie ekranowe wcielenie Spider-Mana w ciągu ostatnich piętnastu lat. Za to pod wieloma względami najbardziej udane.

Wydarzeniem jest nie tyle sam powrót Spider-Mana – jak sądzę, większość widzów nie zdążyła się jeszcze tak bardzo za nim stęsknić – lecz to, że bohater może wreszcie pojawić się na ekranie u boku innych komiksowych postaci. Na mocy porozumienia wytwórni Columbia (dysponującej prawami do jego filmowego wizerunku) z Disneyem, Człowiek Pająk stał się częścią Marvel Cinematic Universe. Zresztą pojawił się już w kilku scenach świetnego „Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów” – tam jednak gościnny występ był tylko przystawką. „Homecoming” to już pełnowymiarowy debiut Spider-Mana w ramach MCU.

To musiało być nie lada wyzwanie: realizacja filmu, pokazującego superbohaterskie początki Spider-Mana, ale nie powtarzającego tego, co widzieliśmy w poprzednich wersjach. Cała kanoniczna opowieść o tym, jak nastoletni Peter Parker został superbohaterem, jest tu więc wyłącznie wspominana mimochodem lub sugerowana. Nie zobaczycie więc tego, jak Peter został ukąszony przez radioaktywnego pająka, jak nieporadnie próbował poradzić sobie z nowymi umiejętnościami. Nie zobaczycie śmierci wujka Bena, ani nie usłyszycie słynnego ostrzeżenia: „”. To wszystko w filmowym świecie już się gdzieś wydarzyło. „”, zdają się mówić twórcy i przechodzą od razu do akcji.

W tym wcieleniu – podobnie jak w pierwszych komiksach, które pojawiły się niemal dokładnie 55 lat temu – Peter Parker jest jeszcze uczniem, który próbuje poradzić sobie nie tylko z nowo zdobytą mocą, ale przede wszystkim z wyzwaniami codzienności (walkę ze złem trudno pogodzić z odrabianiem lekcji i nieudolnymi próbami poderwania pięknej klasowej koleżanki). Nie ma jeszcze mowy o pracy w dzienniku „Daily Bugle”, o moralnych rozterkach i dylematach – to wszystko, co znamy z komiksów, jeszcze przed Peterem. Na razie mamy nastolatka, który nadmiernie ekscytuje się swoim nowym alter ego. Jego mentorem jest sam Tony Stark (czyli Iron Man), który daje mu nie tylko dobre rady, lecz przede wszystkim naszpikowany elektroniką i wszelkiego rodzaju bajerami kostium. Spider-Man staje się bohaterem na miarę XXI wieku.

10309139-.jpg
Kadr z filmu "Spider-Man: Homecoming"

Albo raczej stałby się, gdyby miał szansę. Po spektakularnej bitwie, którą widzieliśmy w „”, codzienne życie nowojorskiego herosa wydaje się cokolwiek nudne. A to pokaże komuś drogę, a to złapie złodziejaszka, nic wielkiego. Prawdziwe wyzwanie przyjdzie dopiero wtedy, gdy Peter stanie na drodze gangu dowodzonego przez niejakiego Sępa, konstruktora, który broń opartą na technologii Chitauri (zainteresowanych odsyłam do pierwszej części „”). Błędy, jakie popełni nieprzygotowany do akcji Spider-Man, postawią pod znakiem zapytania jego superbohaterską przyszłość.

Z pisaniem o kolejnych filmach Marvel Cinematic Universe jest taki problem, że właściwie można zawsze powtarzać te same komplementy: kapitalne tempo, dużo ironicznego humoru (w tym przypadku może nawet więcej niż zwykle, co oczywiście pasuje do komiksowego kanonu), świetnie poprowadzeni aktorzy – Tom Holland jest najbardziej wiarygodnym z dotychczasowych Spider-Manów. Seria miewa słabsze momenty, ale to zawsze jest dobra rozrywka. „Homecoming” jest przy tym kolejnym dowodem, że do stworzonej przez Marvela superbohaterskiej formuły da się dopasować niemal każdy gatunek filmowy: ot, choćby polityczny dramat („”), buddy movie (”), horror („”) czy nawet kino społeczne (tych elementów trzeba szukać w serialach produkowanych przez Netflix, zwłaszcza w „”). „” z powodzeniem łączy zaś kino akcji z młodzieżową komedią o dorastaniu – nie bez powodu cytuje się tu (i to na dwóch poziomach) kultowy „” – i wydaje się, że ta formuła szybko się nie wyczerpie. Producenci w jednym z wywiadów mówili, że kolejne solowe występy Spider-Mana mają być skonstruowane na zasadzie „”, czyli pokazywać kolejne etapy edukacji – zarówno szkolnej, jak i heroicznej – bohatera. Nawet jeśli to tylko żart rzucony mimochodem, brzmi całkiem obiecująco.

„Spider-Man: Homecoming”, USA 2017, reżyseria: Jon Watts, dystrybucja: UIP, czas: 133 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj