Dziennik Gazeta Prawana logo

Każdy z nas jest Ove. "Mężczyzna imieniem Ove" [RECENZJA]

7 czerwca 2017, 14:04
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Mężczyzna imieniem Ove"; polska premiera 14 lipca 2017
"Mężczyzna imieniem Ove"; polska premiera 14 lipca 2017/Media
Ciepła i wzruszająca to historia. Zachwyty, nominacje i nagrody dla szwedzkiej produkcji nie wzięły się przypadkowo. A główny bohater to ktoś, kogo zna każdy z nas – być może widzimy go co ranek spoglądając w lustro.

Obraz Hannesa Holma został m.in. nagrodzony jako najlepsza europejska komedia, mimo że producenci oraz dystrybutorzy pozycjonują produkcję jako dramat. I rzeczywiście – losy tytułowego mężczyzny imieniem Ove czasem zmuszają do wybuchów śmiechu, ale przede wszystkim poruszają. Bo Ove to człowiek charakterologicznie nieprzystosowany do zmieniającego się świata, który najchętniej albo dbałby o porządek na osiedlu (starając się, by jedynymi zmianami, które były dopuszczalne, to nowe marki szwedzkich samochodów) albo zamknąłby się w czterech ścianach z ukochaną żoną. Tej już nie ma, co dodatkowo powoduje problemy ze zrozumieniem rzeczywistości. Kiedy Ove bowiem codziennie sprzątał pociągi, ona czytała "Mistrza i Małgorzatę" i pozwalała zrozumieć to, co dla wychowanego w małym miasteczku prostolinijnego i niezwykle uczciwego mężczyzny jest zbyt trudne.

Film posiada fabułę złożoną z opowieści dziejących się w teraźniejszości oraz retrospekcji. One dla zrozumienia świata Ove są najistotniejsze, a podczas oglądania części scen bez chusteczek się nie obędzie.

Obraz ani przez chwilę nie wywołuje przesytu, nie męczy zbyt skomplikowanym poprowadzeniem akcji – wszystko jest jak w „Forreście Gumpie”, do którego film Holma był porównywany. Bo na różne sposoby pokazuje w jaki sposób nieprzystosowany do życia człowiek może radzić z dynamicznym światem. Z tym, jak można go przyjmować, gdy tęsknota i ból zastąpi miłość i chęć istnienia. I z tym, jak można odnaleźć okruchy wspaniałych, choć i bolesnych chwil podczas rozmów z sąsiadką, która jest- o, zgrozo - ciężarną imigrantką z Iranu lub z gejem, któremu trzeb udzielić nagłej pomocy.

Holm zadaje też pośrednio pytania o rolę seniorów w naszym świecie. O to, po co i dla kogo mają żyć. O to, w jaki sposób podchodzić do ich zgorzknienia. To jest kraj, to jest świat dla starych ludzi - zdaje się z uśmiechem mówić Holm, który ze swego filmu robi przypowieść o zmieniającym się otoczeniu, o symbolach świetności, które są lekceważone nie tylko przez coraz to młodsze pokolenia, ale także przez jego rówieśników. Ale pozostawia nas też z dylematami. Co zrobić z tymi, którzy nie są „ludźmi sukcesu”, którym wszystko w życiu nie wychodzi, którzy być może przeszkadzają i denerwują. Jak zaktywować do działania kogoś, kto otwarcie mówi, że czeka już tylko na śmierć.

Patrząc na Ove odnajdziemy siebie samych. Naszą złość na współmieszkańca osiedla, na zmiany w otoczeniu, na gnający świat. Złość taką, że kiedy Ove stwierdza, że może by warto się powiesić, odkłada to na później, bo najpierw trzeba opierzyć sąsiada. Bo źle zaparkował cholernik jeden…

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj