Dziennik Gazeta Prawana logo

"Dunkierka": Czekając na zbawienie [RECENZJA]

21 lipca 2017, 09:40
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Kadr z filmu "Dunkierka" Christophera Nolana
Kadr z filmu "Dunkierka" Christophera Nolana/Media
Wspaniały film Christophera Nolana, opowieść o ewakuacji setek tysięcy alianckich żołnierzy, będzie poważnym kandydatem w przyszłorocznym rozdaniu Oscarów.

W maju 1940 roku wojska alianckie – przede wszystkim brytyjskie – zostały otoczone przez Niemców pod Dunkierką. Bez szans na zwycięstwo alianci mogli jedynie zarządzić ewakuację. W porcie i na plażach Dunkierki na ratunek czekało blisko 400 tysięcy żołnierzy. Operację Dynamo – takim kodem nazwano całą akcję – utrudniały ciągłe ataki wojsk niemieckich, zwłaszcza lotnictwa, które bombardowało zarówno plaże, jak i płynące z pomocą okręty. Rząd brytyjski musiał uaktywnić prywatne jednostki: na pomoc żołnierzom wyruszyło 800 małych statków: kutrów rybackich, jachtów, łodzi ratunkowych. Dzięki zaangażowaniu cywili z Dunkierki uratowano ponad 338 tysięcy żołnierzy.

W literaturze jeden z najlepszych opisów ewakuacji Dunkierki wyszedł spod pióra Iana McEwana w „”:

Zobaczył tysiące mężczyzn, dziesięć, dwadzieścia tysięcy, może więcej, zajmujących rozległą plażę. Z daleka wyglądali jak ziarna czarnego piasku. Nie było jednak żadnych statków, z wyjątkiem jednej przewróconej do góry dnem łodzi wielorybniczej, kołyszącej się na falach odległego przyboju. Trwał odpływ i od skraju wody dzieliła ich prawie mila. Nie było statków przy długim molu. Turner zamrugał i spojrzał jeszcze raz. Molo tworzyli ludzie, po sześciu albo ośmiu w rzędzie, stojący po kolana, po pas i po ramiona w płytkiej wodzie, długi szereg sięgający pięciuset jardów w głąb morza. Czekali, lecz w polu widzenia nie było nic widać poza smugami dymu na horyzoncie – płonącymi po ataku lotniczym statkami. Żołnierze stali jednak w swoich blaszanych hełmach, z podniesionymi nad wodą karabinami, wpatrując się w widnokrąg. Z tej odległości wydawali się bezwolni niczym bydło.

McEwan drobiazgowo opisywał, co działo się na plażach Dunkierki i w samym mieście. Karnawał rozpaczy i przemocy, szarpiącą nerwy niepewność, narastającą frustrację i poczucie bezsilności, wszechogarniające poczucie klęski – świetnie uchwycił to zresztą Joe Wright, przenosząc „Pokutę” na wielki ekran.

Film Christophera Nolana pokazuje zaledwie wycinek tej dramatycznej historii. Dunkierka, fantastycznie sfilmowana przez Hoytego van Hoytemę, jest zimnym piekłem. Ponura, szara plaża pokryta morską pianą, płytko zakopane zwłoki poległych żołnierzy, na horyzoncie płonące wraki okrętów zbombardowanych przez Luftwaffe. I tysiące żołnierzy, z pustką w oczach czekających na ratunek, panicznie wypatrujących kolejnego nalotu, z pozoru „”.

Nolan pokazuje wydarzenia z trzech różnych perspektyw: Tommy’ego (Fionn Whitehead) i Gibsona (Aneurin Barnard) – dwóch żołnierzy, którzy desperacko próbują dostać się na pokład wojskowego okrętu, Farriera (Tom Hardy) – pilota Spitfire'a lecącego w kierunku Dunkierki oraz Dawsona (Mark Rylance) – kapitana małego jachtu, płynącego z pomocą dla czekających na ewakuację żołnierzy. Te trzy opowieści przecinają się, splatają i uzupełniają, bowiem Nolan w swoim stylu plastycznie traktuje czas i przestrzeń, porozrzucane przez siebie elementy składając z matematyczną precyzją.

To niezwykłe widowisko, zrealizowane z olbrzymią dbałością o szczegóły, imponujące rozmachem, wizualnie oszałamiające, opatrzone fenomenalną, niepokojącą ścieżką dźwiękową Hansa Zimmera. A zarazem to film niemal kameralny, dramatyczne wydarzenia pokazujący z dystansu. Ma niemal elegijny ton, hipnotyczne tempo, dialogi ograniczone do minimum. A choć kino zdążyło nas przyzwyczaić do naturalistycznych obrazów przemocy – niedawne „Shin’yi Tsukamoto czy „Mela Gibsona skalę w pokazywaniu okrucieństwa przesunęły do granic wytrzymałości – Nolan unika „”. Śmierć w jego filmie jest wszechobecna, ale brytyjski reżyser szczędzi nam widoku krwi, okaleczonych zwłok, rozerwanych przez bomby ciał. „” nie staje się przez to wcale mniej sugestywna.

A choć bohaterom jego filmu nieustannie towarzyszą przerażenie i lęk, Nolan opowiada także o odwadze. O heroizmie zwykłych ludzi: szeregowych żołnierzy i cywili. Oficerowie – z wyjątkiem komandora porucznika Boltona, granego przez Kennetha Branagha – są tu wyłącznie tłem. Generałów, podejmujących decyzje za biurkiem w Londynie, w ogóle Nolan nie pokazuje. Nawet słynną przemowę Churchilla, wygłoszoną po zakończonej ewakuacji, czytają w gazecie żołnierze wracający do Anglii.

Trwać będziemy do samego końca, (…) bić się będziemy na plażach, bić się będziemy na lądowiskach, bić się będziemy na polach i ulicach, bić się będziemy wśród wzgórz, i nigdy się nie poddamy.

Dzięki udanej ewakuacji Dunkierki premierowi udało się militarną klęskę przesłonić wizerunkowym sukcesem.

Bowiem „” to także film mitotwórczy. Odwołujący się do dramatycznych wydarzeń, do klęski, która stała się impulsem do odrodzenia. Opowieść o sile wspólnoty i nadziei. I o tym, że maluczcy razem mogą przeciwstawić się złu. Dziś – w Wielkiej Brytanii tuż przed Brexitem, w Stanach Zjednoczonych pod rządami Trumpa, także w Polsce, zwłaszcza w ostatnich, gorących dniach – ma również siłę politycznej metafory.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj