Dziennik Gazeta Prawana logo

"Małe stłuczki": Prawą ręką za lewe ucho

5 września 2014, 09:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Małe stłuczki
Małe stłuczki/Media
Na niewiele tytułów młodego polskiego kina czekałem z równą życzliwością jak na "Małe stłuczki". Po zachęcających referencjach kolegów czekałem na spełnienie. Niestety, film się kompletnie nie udał.

Abstrahuję od tego, że wątła historia została pożyczona z "Sunset Park" Paula Austera oraz z filmu "I wszystko lśni" Christine Jeffs. Zadziwiły mnie nie tyle inspiracje, ile autorski kontrapunkt wobec nich, a raczej jego zupełny brak. Nie wystarczyło przepisać story o dwóch dziewczętach zarabiających na likwidowaniu mieszkań zmarłych oraz wkomponować do tej struktury bezwolnego protagonistę pracującego w fabryce pudełek. Trzeba było jeszcze uwiarygodnić tę kopię autorskim oryginałem. Tymczasem w zgodzie z regułami kina arthouse'owego dostajemy kino niemal anonimowe, impresyjne, niedopowiedziane, film na brudno.

Przykład "Małych stłuczek" pokazuje przy tym dobitnie, że na samej tezie, za którą w parze nie idą umiejętności warsztatowe, nie da się zbudować kina. Realizm magiczny zaproponowany przez Gowin i Grzyba to absurd alla polacca, nie z Gombrowicza jednak, a co najwyżej z rysunków Mleczki. Młodzi reżyserzy testują filmowe gatunki, żeby oddać ich miałkość – tyle że w podwójnym antyromansie zdroworozsądkowej dziewczyny, autystycznego młodzieńca oraz niezrealizowanej lesbijki nie ma emocji, a uczucia zostały zadekretowane scenariuszem, którego aktorzy w żaden sposób nie potrafili ożywić.

"Małe stłuczki" sprawiają wrażenie produkcji offowej, niedopracowanej, pełnej dobrych intencji, ale też szwów i niedoróbek. Oglądając film, miałem wrażenie, że film powstał zbyt szybko, został zrobiony prawą ręką za lewe ucho. Zastanawiałem się na przykład, co robią w nim surrealistyczne sceny kompletnie z czapy, dlaczego pomiędzy całkiem świadomymi inscenizacyjnie sytuacjami znalazły się momenty bezwstydnie telenowelowe, skąd wreszcie pomysł, żeby w produkcji opowiadanej realistycznie wszystkie postaci były ekscentryczne, ale wyłącznie w kluczu życzeniowym, referowanym udziwnionym dialogiem, nie autentycznymi reakcjami. Podobnych pytań mam dziesiątki. I
nie znajdę na nie odpowiedzi.

Być może jednak "Małe stłuczki" odnajdą swojego widza. To w końcu kino mało wymagające, oczywiste w najbardziej naiwnym kluczu interpretacyjnym – oto życiowi outsiderzy na granicy normy przyciągający się jak magnes. Asia, Kasia i Piotruś chcą się kochać, ale jak u Jarmuscha, uciekają przed miłością, chroniąc się gardą bon motów z przeceny. Równocześnie niektórym może się wydawać, że mamy do czynienia z filmem ambitnym, niedopowiedzianym, na luzie. Luz owszem jest, ale nic więcej.

MAŁE STŁUCZKI | Polska 2014 | reżyseria: Aleksandra Gowin, Ireneusz Grzyb | dystrybucja: Alter Ego Pictures | czas: 82 mi

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj