Jeśli widzom każe się czekać kilka długich lat na drugą część filmu, która tak naprawdę mogła powstać w ciągu kilkunastu miesięcy, to znaczy, że albo na kontynuację ma się pomysł rewolucyjny, albo że nie ma się pomysłu żadnego. Przypadek "Sin City" zalicza się do drugiej grupy. Dziewięć lat pomiędzy częścią pierwszą i drugą nie minęło jak jeden dzień. Sporo się w tym czasie wydarzyło w życiu widzów i w historii kina. Boom na komiksowe adaptacje, które w ostatniej dekadzie zdominowały repertuary, wywindował jakość ekranizacji obrazkowych opowieści i zaostrzył tylko apetyt na dzieło Rodrigueza i Millera. Mimo prawie dekady na karku, ich "Sin City" z 2005 roku wciąż uchodzi za najwierniej przeniesioną na ekran kin adaptację komiksu. Charakterystyczna forma "jedynki" miała stanowić punkt wyjścia "Damulki" i zyskać stosowne rozwinięcie.

Reklama

Problem polega na tym, że twórcom nie udało się wykonać kroku do przodu. Druga część "Sin City" jest co najwyżej kopią filmu sprzed lat. Brakuje oryginalności i pomysłu na to, jak zagospodarować filmową przestrzeń, a także jak wykorzystać kilkanaście gorących nazwisk aktorów, którzy stanęli na planie. Nielinearna forma historyjek Millera powoduje, że "Damulka warta grzechu" jest zarówno prequelem, jak i sequelem "Sin City". Twórcy ekranizacji zyskali dzięki temu możliwość ponownego pokazania na ekranie tych, którzy w "jedynce" zginęli, a także całej gromady nowych aktorów.

Na niewiele to się zdało, bo festiwal celebrytów w żaden sposób nie przekłada się na artystyczną jakość filmu. Honoru ekipy broni chyba tylko Eva Green, która w tytułowej roli (Rodriguez chciał, żeby zagrała ją Angelina Jolie, ta jednak odrzuciła propozycję) błyszczy, zostawiając w tle resztę ekipy. Jako Ava Lord jest ponętna i seksowna. Jej sensualna gra powoduje, że czarno-białe kadry ociekają erotyzmem. Nic dziwnego, że na w ten sposób zbudowaną postać zamachnęli się cenzorzy z MPAA, zakazując dystrybucji plakatu, na którym – jak twierdzili – piersi Evy Green były zbyt wyraźnie zarysowane, a spod jej sukienki przebijała brodawka. Rodriguez zareagował na tę sytuację postem na Facebooku, w którym stwierdził, że Green jest zbyt seksowana dla Hollywood.

Szkoda tylko, że cała akcja to jedynie burza w szklance wody, niepotrzebny marketing, który zachęci widownię do kontaktu z tym nieudanym, seksistowskim (wszystkie kobiety z obsady mają poniżej 35 lat, większość facetów – powyżej czterdziestki) dziełem. Jeśli prowadzi ono widzów do jakiejś refleksji, to na temat tego, czy "Miasto grzechu" było rzeczywiście udanym filmem.

SIN CITY: DAMULKA WARTA GRZECHU | USA 2014 | reżyseria: Robert Rodriguez, Frank Miller | dystrybucja: Kino Świat | czas: 102 min

Reklama