Dziennik Gazeta Prawana logo

"Mój pies Killer": Gdzie diabeł mówi dobranoc

8 września 2014, 16:57
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mój pies Killer
Mój pies Killer/Media
Słowacka reżyserka Mira Fornay najpewniej nie zostanie ambasadorką swojego kraju. W filmie "Mój pies Killer" pokazuje bowiem miejsce, gdzieś na granicy słowacko-morawskiej, w którym dobrze być jedynie przejazdem. I to najlepiej szybkim, bo w tym wypadku widok z okna w zupełności wystarczy.

To miejsce odarte z jakichkolwiek perspektyw, w którym dłuży się dosłownie każda sekunda. Poczucie beznadziei miesza się z powszechną nieufnością, nawet w obrębie podstawowej komórki, jaką jest, a może raczej powinna być, rodzina. Wszyscy patrzą na siebie bykiem, a jedynym przejawem funkcjonowania lokalnej społeczności jest grupa miejscowych skinheadów, dla których największy autorytet stanowi Jozef Tiso.

W takim środowisku przyszło dorastać Markowi – 18-latkowi z ogoloną głową i charakterystycznymi tatuażami na szyi. Bohaterowi, którego szufladkujemy bardzo szybko, pewnie już po pierwszych scenach agresywnej zabawy z pitbullem o wiele mówiącym imieniu Killer. W miarę rozwoju fabuły przekonujemy się jednak o tym, jak mylny był początkowy osąd. Zawieszony między młotem a kowadłem i nieustannie miotający się chłopak stanowi tak naprawdę centrum tego surowego, utrzymanego w chłodnej tonacji dramatu.

Mira Foray co rusz stawia swojego bohatera na rozdrożu, nie dając mu przy tym żadnych wskazówek. Marek nieustannie musi wybierać. Między ojcem a matką, rodzinnym interesem a poszukiwaniem własnej drogi, wreszcie lojalnością w stosunku do najbliższych a ideałami grupy, do której, trochę z braku alternatywy, przynależy. Palącym problemem staje się to, że jego przybrany brat jest Cyganem, co w oczach kompanów całkowicie go dyskwalifikuje. Frustracja, choć tłumiona, z każdą chwilą narasta, by ostatecznie znaleźć ujście w ekstremum. Reżyserka portretuje bohatera, który przebierając rękoma, nie może utrzymać się na powierzchni wody, a co gorsza, nie ma kto rzucić mu koła ratunkowego. Punktuje tym samym kolejne słabości swojej ojczyzny, przekonując, że obraz Słowacji po transformacji wcale nie musi być różowy.

Wrażenie autentyzmu potęguje fakt, że przy filmie "Mój pies Killer" zdecydowała się współpracować z naturszczykami. Jej obraz, który był słowackim kandydatem do Oscara, ogląda się trochę jak dokument. Sugeruje to też forma. Ascetyczna, surowa, pozbawiona jakichkolwiek wizualnych ozdobników. Kamera wnikliwie obserwuje bohatera, starając się przy tym niczego nie sugerować. Nie jest łatwo wejść w ten film, podobnie jak trudne jest utożsamienie się z samym bohaterem. Cichym, wycofanym, zagubionym. Wydaje się jednak, że to celowy zabieg słowackiej reżyserki. Nie szuka ona taniej sensacji, choć wydaje się, że poszczególne elementy fabuły mogłyby ją do tego predestynować. Zamiast tego wybiera rozgrywający się w ciszy, gdzieś podskórnie dramat.

MÓJ PIES KILLER | Słowacja, Czechy 2013 | reżyseria: Mira Foray | dystrybucja Bomba Film | czas: 90 min

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: recenzja
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj