9 października, pomimo negatywnej opinii Rady PISF, z funkcji dyrektora PISF została odwołana Magdalena Sroka. Po odwołaniu Sroki - którą na stanowisku dyrektora pod koniec ub.r. zastąpił Radosław Śmigulski - resort kultury zlecił w PISF audyt, o którym po raz pierwszy poinformował pod koniec października na antenie TVP Kultura wiceminister kultury Paweł Lewandowski. Jak powiedział PAP Lewandowski, zlecono go "w związku z sygnałami o nieprawidłowościach". "Będzie audyt nasz ministerialny i zewnętrzna firma również będzie audytować na wniosek p.o. PISF pani Izy Hoflik" - zapowiedział wówczas.

Generalna ocena audytora jest negatywna. Niemniej, jest to audyt ogólny, w mojej ocenie niedostatecznie jeszcze pogłębiony. Postępowanie trwało od paru tygodni, w tej chwili trwają pogłębione audyty w czterech obszarach. Po wynikach będę lepiej wiedział, co działo się w instytucji, którą kieruję - powiedział PAP Śmigulski.

Jak mówił, w Instytucie "brakowało podstawowych rzeczy, jak rejestry umów, rejestry pełnomocnictw". - Dodatkowo decyzje były zawierane bez zgody prawników, a nawet z ich sprzeciwem - dodał.

Dyrektor PISF wskazał także na brak występowania regulaminów dotyczących zakupów do 30 tys. euro. Podkreślił, że zdaje sobie sprawę z tego, że ustawa o zamówieniach publicznych mówi o kwocie powyżej 30 tys. euro na zakup i dostawę usług, niemniej - jak mówił - nie spotkał się z żadną instytucją publiczną czy spółką prywatną, w której tego typu procedury nie istniały.

Poinformował również o szeregu "nieprawidłowości drobnych" - np. pracownicy otrzymywali zlecenie na te same zadania, które widniały w ich umowach o pracę. "To pokazuje jakiś generalny bałagan, który dotyczy samej instytucji" - skomentował dyrektor PISF.

Śmigulski zwrócił uwagę na istniejący w PISF nepotyzm. - Można odnieść wrażenie, że połowa zatrudnionych miała zatrudnionego kogoś od siebie z rodziny, o rekordzistach pisała dzisiaj prasa - cztery osoby z rodziny księgowej, trzech członków rodziny kierowcy - powiedział. Zaznaczył jednak, że tych 30 osób już w PISF nie pracuje, z innych przyczyn.

Zdaniem dyrektora PISF, jeżeli chodzi o kwestię wspierania polskich filmów to "wymaga ona głębszego zbadania". - Obiektywnie patrząc te filmy powstawały i funkcjonowały - powiedział.

Śmigulski przekazał PAP, że w audycie zapisano 30 zaleceń pokontrolnych. - Większość z nich zostanie wdrożona do połowy roku, następnie przedstawimy raport. Nie można nie wdrożyć np. rejestru umów, rejestru pełnomocnictw, regulaminu zakupów i nagród - wskazał dyrektor PISF.

W PISF jest szereg uchybień, które pojedynczo nie wywołują wielkiego szoku, natomiast w połączenie ich wszystkich w jednej instytucji tworzy sytuację absolutnego chaosu organizacyjnego i strukturalnego" - podsumował.

Dzisiejszy "Fakt" doniósł o nieprawidłowościach finansowych w PISF w latach 2016-2017. Powołał się przy tym na kontrolę, jaką ministerstwo kultury przeprowadziło w instytucji.

Kontrolerzy wykazali, że w PISF w różny sposób zatrudnionych było aż 30 osób, które miały powiązania rodzinne z najważniejszymi dla istnienia PISF pracownikami. By ich zatrudnić - jak relacjonuje "Fakt", wykazywano się ogromną kreatywnością. Stworzono m.in. stanowisko "designera pieczątek" oraz "samodzielnego managera".

Hojną ręką rozdawano też nagrody - 12 i 17 tysięcy złotych dostały m.in. sekretarki, a w październiku 2016 roku ponad 2/3 pracowników PISF dostało bonusy przekraczające 10 tysięcy złotych.

"Fakt" opisuje też, że duża część umów została zawarta w sposób nieformalny - "na gębę", a do PISF wciąż mają zgłaszać się osoby, które powołując się na tak zawarte postanowienia, chcą wypłaty należnych im, ich zdaniem, wynagrodzeń.

Magdalena Sroka została odwołana z funkcji dyrektora PISF w październiku 2017 roku decyzją wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego. Decyzja ta spotkała się z gwałtownymi protestami ze strony świata kultury. Aktorzy zorganizowali też pikietę, w której uczestniczyli Maciej Stuhr, Kazimierz Kutz i Janusz Zaorski.