To rok dla kina w Polsce rekordowy – mieliśmy najwięcej widzów, zdobywaliśmy znów dziesiątki nagród na świecie, polski film gościł ponadto w top 5 brytyjskiego Box Office. Fakt, że obserwowaliśmy aż tak dużą mobilizację Polonii, potwierdza, że nasi producenci wiedzą, jak rozbudzać wyobraźnię, co zrobić, by na filmy czekano.

Rok 2016 to też obecność wielu ważnych tematów – zarówno w wymiarze historycznym, jak psychologicznym i społecznym. I jeśli nie pojawi się zła zmiana w rozwiązaniach systemowych, nadal będą one sprzyjać pokazywaniu nie tylko tego, co przynosi łatwy zysk.

Najgorsze co nas może spotkać w roku 2017, to presja by tworzyć filmy jedynie słuszne. Jak się to skończyło w tym roku widzieliśmy - "Smoleńsk" należy do obrazów, które stały się parodią gatunku, a oglądalność "Historii Roja" muszą podciągać studenci Wojskowej Akademii Technicznej. Aż tak byli niegrzeczni?

Poniżej lista, które na pewno po roku 2016 z nami zostaną. Takich, które z różnych powodów były ważne.

10. "Za niebieskimi drzwiami"

Polskie kino z produkcjami dla młodego widza ma problem największy. Można odnieść wrażenie, że jeśli ktoś jest poniżej piętnastego roku życia, to jest skazany na kino zachodnie. Oczywiście - budżetów na realizację animacji takich jak u Disneya nie będziemy mieli długo. W filmie Mariusza Paleja jest intryga, zagadka, potwory i tajemnice. I okazuje się, że dało się - obraz obejrzało ćwierć miliona widzów. A polscy producenci zauważyć powinni, że szkoły chętnie pójdą do kina nie tylko na "Smoleńsk" czy "Historię Roja". Wysyłanie klas na takie straszydła to antyedukacja kinowa, czego o "Za niebieskimi drzwiami" powiedzieć się nie da.

9. "Planeta singli" 

Niby już mieliśmy przykłady ("Listy do M."), że komedia romantyczna nie musi obrażać inteligencji widza, ale jednak w 2016 roku na ekrany trafił m.in. koszmarek zatytułowany "Kochaj!". Ponieważ zaś polscy widzowie chodzenie na komedie romantyczne traktują jako sport narodowy, to aktorzy serialowi z przyjemną aparycją oraz twórcy nijakich piosenek z "kochaj", "miłość" oraz "serce" w tytule zarobek na długie lata mają zagwarantowany.
Filmy takie jak "Planeta singli" powinno się wziąć pod specjalną ochronę. A twórcy "Kochaj!" powinni za karę zaczynać każdy dzień 2017 roku od oglądania w całości, głośno swego dzieła. 

8. "Jestem mordercą"

Odkrywanie kart historii, cudowna rekonstrukcja wnętrz i ulic musi mieć w sobie coś więcej, by zostać w pamięci. Obraz Maciej Pieprzycy zostanie w niej, będzie powtarzany przez telewizje częściej niż inne, bo pokazuje, jak nasza psychika, mamiona wizją awansu i splendoru, pełnego szkła i pięknych ciał, złamana zostanie przez system. Z jednej strony oczywiste wydaje się skojarzenie ze światem korporacji, z drugiej... Zdjęcia kręcono m.in. obok domu ministra Ziobry, a agregaty prądotwórcze, niezbędne do oświetlania planu, do najcichszych nie należały. Do konfrontacji (bez użycia siły) funkcjonariuszy współczesnej policji z aktorami w strojach Milicji Obywatelskiej dochodziło ponoć kilkukrotnie.

7. "Plac zabaw"

Taki Marilyn Manson, naczelny prowokator Ameryki, zwykł mawiać, że jeśli coś, co widzisz, czytasz lub czego słuchasz, nie zmusza cię do myślenia, to nie powinno się to nazywać sztuką. "Plac zabaw" nikogo nie pozostawia obojętnym. Widzowie wychodzili z kina przeklinając i wymyślając od najgorszych twórcom, inni wracali do domu i następny dzień zaczynali od rozmowy z dziećmi.
Film nie zbierze najwyższych ocen, bo zawsze znajdą się tacy, którzy uznają go za przekroczenie barier. Ponieważ to prawdziwa historia (przeniesiona z gruntu brytyjskiego na polski), pytanie brzmi: czy azyl w środku samego siebie to na pewno bezpieczna przystań?

6. "Pitbull. Nowe porządki"

Zawsze, ale to zawsze będę wdzięczny Patrykowi Vedze, tak samo jak niegdyś byłem wdzięczny Michałowi Wiśniewskiemu. Ten drugi w czasach Ich Troje setki tysięcy Polaków nauczył znów chodzić na koncerty i kupować płyty, ten pierwszy wygonił do kin ludzi, którzy w nim nie byli od dekad. Oczywiście, bardziej popularne są "Niebezpieczne kobiety", ale to sukces "Nowych porządków", zachęcenie Bogusława Lindy, by znów zagrał twardziela, sprawił, że następna część będzie na pewno w pierwszej dziesiątce najchętniej oglądanych w Polsce filmów wszech czasów.
"Nowe porządki" urzekają szufladkową konstrukcją, podobają się dzięki dronowym zdjęciom (znak rozpoznawczy Vegi). Są też (podobnie jak i "Niebezpieczne kobiety") mocnym obrazem naszych czasów. Prokuratorzy warszawscy, z którymi miałem okazję o filmie porozmawiać, mówią, że to niezwykle dokładny, wręcz pieczołowicie oddany obraz polskich klas i kast - zarówno przestępczej, jak i tej teoretycznie dobrej. A im bardziej obraz prawdziwy, tym bardziej przerażający. Bo jak się to ma do twierdzenia, że jesteśmy tak wyjątkowym, wspaniałym narodem? 

5. "Zjednoczone stany miłości"

Podobnie jak w dwóch innych filmach z tego zestawienia, Tomasz Wasilewski pokazuje w Polsce sprzed lat historię na wskroś ludzką. Bo choć popularny szlagier potwierdza, że w domach z betonu nie ma wolnej miłości, to już relacje międzyludzkie, system zależności rodzinno-sąsiedzkich pokazuje, że wato spojrzeć czasem na lokalną społeczność. Pozostaną z nami doskonałe kreacje aktorskie, kolejne wyjście w świat (nieustające brawa za Srebrnego Niedźwiedzia) i nadzieja, że skoro każdy kolejny film Wasilewsiego jest lepszy, to...

4. "Więzi"

Być może w momencie, w którym polscy twórcy są już po szkołach filmowych, po wszystkich bojach o budżety, po ostrych walkach weryfikacyjnych, ich wrażliwość nie pozwala na zauważenie tematu, który jest tuż obok. Raptem 21-letnia Zofia Kowalewska zdobywa nagrody, jest na oscarowej short liście i zbiera zasłużone pochwały z całego świata. Bo jeśli chce się wyjść w świat, trzeba opowiadać historie prawdziwe i uniwersalne.
Takie jak ta. 

3. "Komunia"

Podobnie jak z "Więziami", jest z "Komunią". Można nawet powiedzieć o powtórzeniu pewnego modelu - obserwacja rodziny znów jest pretekstem do pokazania historii ponadczasowej i zrozumiałej pod każdą długością i szerokością geograficzną. Czternastolatka, która musi scalać rodzinę, w której więzi rozbijane są przez czynniki tradycyjnie erodujące jej trwałość, fascynuje, wzrusza, ale i momentami bawi. Szyld „film dokumentalny” wciąż stanowi mentalną barierę dla mas, ale gdyby historię tę wyemitować bez ostrzeżenia w komercyjnej stacji, chwyciłaby za serce każdego. Nie trzeba być koneserem, by ją oglądać.

 2. "Ostatnia rodzina"

Dla wielu niespełniony oscarowy sen, z głośniej lub ciszej wypowiedzianym żalem, że "Powidoki" odebrały brawurowemu debiutantowi szansę na walkę o laury najwyższe. Jak zawsze przy takich sądach ryzyko pomyłki jest spore, ale wydaje się, że Jan P. Matuszyński takie szanse będzie miał jeszcze nie raz. W sposób w kinie polskim od dekad niewidziany pokazał emocje, charaktery, indywidualności zderzające się w małym i ciasnym ursynowskim wnętrzu. To film wielopłaszczyznowy: jest dramatem ludzkim, studiem psychologicznym, rodzinną biografią.   
Takie powinno być kino. Matuszyński przechodzi do historii - "Ostatnia rodzina" jest dziełem, które zostanie z nami na dekady, które wywołało dyskusje i będzie je wywoływać również za dwadzieścia lat.

1. "Wołyń"

Najgorsze, co mogło nas spotkać, to zarzuty nieścisłości, podejrzenie próby narzucania narracji, manipulowanie. Inne filmy z tego roku, które taką rolę próbowały odgrywać, zostaną zapomniane nawet przez tych, którzy je wspierali.
"Wołyń" nie próbuje nawet nikogo oskarżać, choć pokazuje, jaka jest geneza ludobójstwa. To film pod każdym względem najważniejszy, artystycznie doskonały, zrobiony przez twórcę dojrzałego i doświadczonego.
"Wołyń" jest oczyszczeniem i wbrew temu, co niektóre głosy ze strony ukraińskiej próbowały mówić, wyciągniętą ręką nad spalonymi mostami, co doskonale pokazuje ostatnia scena: zbolali i zniszczeni, ale wkraczamy w pustą i kompletnie nieznaną przyszłość.