Dziennik Gazeta Prawana logo

Co by tu zrobić z życiem? "Plac zabaw" [RECENZJA]

16 listopada 2016, 14:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Plac zabaw" w kinach od 18 grudnia
"Plac zabaw" w kinach od 18 grudnia/Media
Nie będzie w recenzji żadnej rekomendacji, polecenia: pójdź do kina, musisz to koniecznie zobaczyć. Bo podczas długiej, trwającej około siedmiu minut końcowej sceny część widzów płakała, chowała głowę pod fotel, inni opuszczali salę, jeszcze inni zamykali oczy.

Pozornie stabilna kamera w jednym ujęciu ukazuje niezrozumiałe i bezkresne okrucieństwo – ciężkie do pojęcia, bo krzywda dzieje się wśród dzieci.

W swym debiucie Bartosz M. Kowalski nawiązuje do historii, która wstrząsnęła Wielką Brytanią w lutym 1993 roku, czyli morderstwa James Bulgera. Dwóch dziesięciolatków porwało, torturowało i zamordowało niespełna trzyletniego chłopca, a jego ciało – tak, jak w „” – porzuciło na torach kolejowych.

Z pozoru odległe wydarzenia po przeniesieniu na polskie podwórka, do polskiej szkoły w dniu rozpoczęcia wakacji, zyskują na autentyzmie. W filmie widzimy ukazaną dodatkowo historię młodej, dorastającej uczennicy, której imponuje klasowy szef paczki, który im bardziej lekceważy zaczepki, tym bardziej porusza dziewczęcą wyobraźnię.

Jeden z chłopięcych bohaterów pochodzi z rodziny, o której powiedzielibyśmy „to dobry dom”. W nim musi się opiekować niepełnosprawnym i z pozoru- jak na nastolatka - dba o niego perfekcyjnie. Obserwując z kamery, która w pomieszczeniach za bohaterami nie podąża, często pozostaje w miejscu dając pozór podglądania widzimy też nagły atak agresji. Twórcy filmu nie dają jasnej odpowiedzi na pytanie: kto i w którym momencie zawinił: cały system społeczny, edukacja, rodzice? Nie próbują też sugerować, czy cokolwiek usprawiedliwia chłopca, który skoro raz podnosi rękę, to zgodnie ze starymi regułami filmowymi i literackimi podniesie ją znów.

Drugi z bohaterów z dobrej rodziny już nie pochodzi. Chce szybko wkroczyć w świat dorosłych, zarabiać i palić. Chce uciec z piekła codzienności, choć absolutnie nie wie dokąd ma to go zaprowadzić.

Nie wiadomo, kto kogo bardziej w tym układzie fascynuje. Czy ten, który jest raczej tym dobrym uczniem spogląda w stronę drugiego, czy ten zły z domu chce uciekać od degrengolady dowartościowując się mogąc robić złe rzeczy przy mądrzejszym koledze. 

Z filmu nie dowiadujemy się, co stało u podłoża porwania dziecka z placu zabaw. Nie wiemy czy okrutna zbrodnia była zaplanowana, czy chłopcy o niej rozmawiali, czy znali swą ofiarę, czy rozumieli znaczenie czynu. Uderzająca jest też obojętność pojedynczych dorosłych, którzy może i przyglądają się podejrzanie wyglądającej sytuacji, ale absolutnie nie reagują.

W „Placu zabaw” nie ma dużo środków, które mają potęgować atmosferę filmu, podkreślać brutalność wydarzeń. Owszem – przejmująca i na swój sposób piękna jest muzyka Kristiana Andersena. Montaż (za niego też odpowiadał Bartosz M. Kowalski) nie zawiera tanich sztuczek, nie epatuje efektami. Dzięki temu przekaz filmu – rozumiany przeze mnie jako paniczny, podniesiony emocjonalnie okrzyk rozpaczy i buntu – brzmi wyjątkowo mocno. A że odpowiedzi na pytanie, kto jest adresatem tego okrzyku brak, problem z przyjęciem filmu część osób może mieć podwójny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj