Akcja toczy się w Londynie (co ciekawe, to pierwszy film Cronenberga w całości nakręcony poza granicami Kanady) w środowisku przestępców z Europy Wschodniej. Głównym bohaterem jest kierowca mafijnej rodziny Nikolai Luzhin, który musi przeciwstawić się swoim pracodawcom, by uratować życie rosyjskiej pielęgniarce pracującej w jednym z londyńskich szpitali. Anna na własną rękę badająca tajemnicę śmierci młodej emigrantki staje się bowiem celem zabójców pracujących dla mafii.

Podobnych filmów - nawet opowiadających o rosyjskich gangach na Zachodzie (wystarczy wspomnieć "Małą Odessę" Jamesa Graya) - było mnóstwo, a jednak "Eastern Promises" wzbudził wśród recenzentów niemały entuzjazm. Już teraz wymienia się go wśród czołowych kandydatów do tegorocznych oscarowych nominacji. "To nie jest zwykły film sensacyjny, tak jak Cronenberg nie jest zwykłym reżyserem" - napisał na łamach "Chicago Sun-Times" jeden z czołowych amerykańskich krytyków Roger Ebert.

Prasa chwaliła również obsadę. Główną rolę zagrał Viggo Mortensen (z Cronenbergiem współpracował już przy "Historii przemocy"), a partnerują mu Naomi Watts, Vincent Cassel i Armin Muller-Stahl. W jednej z ról drugoplanowych pojawił się także polski reżyser i aktor Jerzy Skolimowski. Cronenberg zatrudnił także do współpracy znakomitych specjalistów. Scenariusz jest dziełem Stevena Knighta, który londyńskie środowisko imigrantów poznał, pisząc fabułę "Niewidocznych" dla Stephena Frearsa. Autorem zdjęć jest urodzony w Polsce Peter Suschitzky, operator od lat współpracujący z Cronenbergiem. Muzykę napisał zaś trzykrotny laureat Oscara Howard Shore.

Za entuzjastycznymi głosami krytyków poszli także widzowie. Choć w Stanach Zjednoczonych film na razie rozpowszechniany jest zaledwie w 15 kopiach (dopiero w najbliższy piątek wejdzie do dystrybucji na terenie całego kraju), w ciągu weekendu zarobił ponad pół miliona dolarów, co jest wynikiem więcej niż dobrym. Niewykluczone, że "Eastern Promises" okaże się największym kasowym sukcesem Cronenberga ("Historia przemocy" i "Mucha" zarobiły po ok. 60 mln dol.). Zwłaszcza że publiczności najnowszy film twórcy "eXistenZ" już się spodobał. W Toronto bowiem - w przeciwieństwie do innych wielkich festiwali filmowych - główną nagrodę przyznają właśnie widzowie. Być może kolejne wyróżnienia czekają Kanadyjczyka już w październiku. "Eastern Promises" będzie wówczas pokazywany podczas festiwalu filmowego w Londynie. Natomiast polska data premiery nie została jeszcze ustalona.

Być może nowy film Cronenberga - do spółki z "Historią przemocy" - zaczyna nowy rozdział twórczości kanadyjskiego reżysera. Zdaniem wielu recenzentów "Eastern Promises" to jego najdojrzalsze dzieło, bardzo odległe od jego wczesnych horrorów. No cóż, pierwszy film (jeszcze amatorski) Cronenberg nakręcił ponad 40 lat temu. Najwyższa więc pora, by wkroczył do pierwszej ligi światowych reżyserów.