"Epidemia miłości"
Polska 2009; reżyseria: Maciej Piwowarczuk; dystrybucja: Fundacja „Filmowa Warszawa”; czas: 50 min; Premiera: 11 grudnia; Ocena 3/6



Powstanie warszawskie wciąż czeka na filmowego biografa z prawdziwego zdarzenia. Mijają kolejne lata, rozpisywane są konkursy na scenariusz, po czym żaden z nagrodzonych projektów z różnych powodów nie wychodzi poza sferę planów. Jest w tym coś głęboko paradoksalnego. Powstanie warszawskie, wyjąwszy „Kanał” Wajdy, to wciąż filmowa terra incognita. Niegdyś przeszkodą była obowiązująca ideologia, dzisiaj chyba strach przed tonacją serio, patosem. A przecież powstanie w kinie można pokazać na wiele sposobów. W tonacji lirycznej i dramatycznej, poprzez zdarzenia i ludzi.

„Epidemia miłości” Macieja Piwowarczuka to również temat na ciekawą fabułę. Reżyser filmu odkrył, że podczas powstania 256 par wzięło ślub. Zważywszy na okoliczności, większość decyzji o zawarciu małżeństwa była podejmowana bez zastanowienia, z pełnym ryzykiem, że być może związek potrwa zaledwie kilka dni… Bohaterowie „Epidemii” mówią, że do błyskawicznego zawarcia ślubu skłaniała ich ogólna atmosfera zagrożenia. Wiedzieli, że każdy dzień może być ostatni, nie chcieli czekać dłużej. Poza tym miłość pozwalała im zapomnieć o koszmarze sytuacji, w której się znaleźli. Mieli siebie, a zatem wszystko można było jakoś znieść. „Co tu kryć, chodziło nam także o przygodę. Piękną, romantyczną i na dodatek patriotyczną przygodę” – wspomina Alek. – „Byliśmy młodzi, chcieliśmy przeżyć jak najwięcej takich przygód”.


Jedna z bohaterek filmu wspomina, że prezentem dla nowożeńców była separatka na czas nocy poślubnej: „Bo poza tym mieszkaliśmy razem, wszyscy na kupie”. Suknie wykonywano z ocalałych resztek spadochronów, a obrączki z drutu. Jan Nowak-Jeziorański, legendarny „kurier z Warszawy”, z którym Piwowarczuk spotkał się na rok przed śmiercią, wspomina dziewczynę, urodziwą łączniczkę AK, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia. Na Jadwigę Wolską wszyscy mówili „Greta”, ponieważ bardzo przypominała Gretę Garbo. Podczas ceremonii ślubnej Nowaka-Jeziorańskiego słychać było ryk silników niemieckich czołgów. Bill i Lilli mieszkają dzisiaj w Nowym Jorku. „Nic się nie zmieniło, ciągle kochamy się tak samo jak wtedy” – powtarzają.

Wszystkie świadectwa są bardzo ciekawe, szkoda zatem, że sam dokument w niczym nie odbiega od telewizyjnej sztampy. „Epidemia miłości” jest typowym filmem edukacyjnym zawierającym tak zwany rys historyczny, wstawki archiwalne, fotografie i muzykę ilustracyjną (w złym guście), a jednak dzięki zarejestrowanym na taśmie filmowej wyznaniom udało się zarejestrować nieskłamany obraz dwóch przełomowych powstańczych miesięcy, podczas których zapadły najważniejsze decyzje, pojawiły się dojrzałość i samodzielność. „Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia” – powtarzane po wielokroć zdanie narratorki sławnego opowiadania Marii Dąbrowskiej dobrze oddaje emocjonalny rwetes tamtego czasu. Zmiany w sposobach widzenia rzeczywistości pojawiały się nieustannie. W powstaniu warszawskim liczyły się nie dni, lecz godziny i minuty. Temat na filmowe arcydzieło. Czy ktoś podejmie wyzwanie?