Dziennik Gazeta Prawana logo

"Carol": Zakochane kobiety w zakazanym czasie. RECENZJA filmu Todda Haynesa

4 marca 2016, 07:00
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Carol
Carol/Media
"Carol" to pulsująca podskórnymi emocjami opowieść o miłosnej obsesji.

Todd Haynes kręci wciąż ten sam film. W jego szaleństwie jest metoda. Realizując melodramaty skupiające się na aktorstwie i kostiumie z epoki, nawiązujące wprost do kina hollywoodzkiego z lat 50., zwłaszcza zaś do filmów Douglasa Sirka, mimochodem stworzył coś w rodzaju własnego gatunku filmowego. Współczesne kino retro.

Podobnie jest w przypadku "Carol". Ta opowieść o miłosnej obsesji dwójki kobiet w zakazanym czasie pulsuje podskórnymi namiętnościami. Nienaganne, idealnie dopasowane kostiumy kontra poluzowane, rozprężone emocje. Świat dookolny sfotografowany przez nieocenionego Edwarda Lachmana jawi się niczym pocztówka z technikoloru wysłana do współczesności.

Haynes sięgnął po "Cenę soli", jedną z najlepszych powieści autorstwa mistrzyni kryminałów Patricii Highsmith. W prozie autorki "Znajomych z pociągu" odnalazł idealny materiał dramaturgiczny dla swojego kina. To znowu historia emancypantek, ale pokazana z innej niż dotychczas perspektywy. Tytułowa Carol Aird grana przez Cate Blanchett na pewno nie jest pierwszą naiwną, na której rzeczywistość wymusza daninę z odwagi. Odważna była już wcześniej. Dla nikogo, również dla świetnie sytuowanego męża i konserwatywnych teściów, nie jest tajemnicą, że woli kobiety. Z rozproszonych zdarzeń dowiadujemy się, że jest w trakcie rozwodu, jakiś czas temu zakończyła romans z przyjaciółką z dzieciństwa. Poznanie Therese (Rooney Mara), dziewczyny dosyć powierzchownej i nieśmiałej, marzącej o karierze fotografa, ale na razie dorabiającej w wielkim magazynie zabawkarskim, dla Carol było jak uderzenie gromem. Początkiem serii nieszczęśliwych wydarzeń, które w istocie przynieść mogą wszystkim odrobinę szczęścia.

Żeby idealnie skomponować charaktery postaci, Haynes dobrze wiedział, że nie wolno mu się pomylić w doborze aktorek. Obsadził "Carol" idealnie. Cate Blanchett i Rooney Mara wydają się stworzone do tego typu nieokreślonych, ambiwalentnych ról. Ich namiętność wygląda naturalnie również dlatego, że mamy do czynienia z aktorstwem w pełni świadomym, które unika szarży. Blanchett gra klasyczną femme fatale. Kobieta idealna, perfekcyjnie skomponowana, ubrana od stóp do głów, a nawet więcej. Chciałaby schrupać kolejną ofiarę. Ofiara zaś, czyli szara myszka, sprzedawczyni Therese, widzi jednak szerzej, potrafi też wyglądać lepiej niż przebrana w kostium dziewczynki z zapałkami w wełnianej czapce z pomponem. Robi zdjęcia, a na jej fotografiach świat wygląda perwersyjnie – jest szalony, pożądliwy, nieoczywisty. Tak wygląda wnętrze bohaterki?

Proszę zwrócić uwagę, z jaką maestrią Todd Haynes komponuje sceny erotyczne. Sirk byłby zachwycony i przerażony zarazem. Atłasowa haleczka opada, rajstopy bezwładnie leżą na podłodze, dłoń z pierścionkiem, spierzchnięte usta bez karminowej szminki. Szczegół, czyli wszystko. Szczegół jest sexy.

Carol | Wielka Brytania, USA 2015 | reżyseria: Todd Haynes | dystrybucja: Gutek Film | czas: 118 min | w kinach od 4 marca

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj