Dziennik Gazeta Prawana logo

Sztuka lilipucich rysunków

25 kwietnia 2011, 00:06
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Legenda fotografii – Robert Capa
Legenda fotografii – Robert Capa/AP
Znakomity dokument BBC "Geniusz zaklęty w fotografii" to fascynująca wyprawa przez historię zapisaną w zdjęciach i dagerotypach.

"Usadzają cię na krześle. Przynoszą żelazną podpórkę trzymającą głowę. Podjeżdżają z kamerą blisko twarzy – tak jakby wymierzono w ciebie działo. Wtedy czujesz różne zapachy – eteru, alkoholu, cyjanku, olejku lawendowego. Wszystko to dziwnie miesza się ze sobą. A potem mówią: spróbuj mieć naturalny wyraz twarzy!". Właśnie tak czuł się klient w XIX-wiecznej pracowni fotograficznej. O tym, jak kamera z dziwadła technicznego zamieniła się w codzienność, dowiemy się z 6-odcinkowej produkcji BBC "Geniusz zaklęty w fotografii", fascynującej wędrówce po historii fotografii od dagerotypów po aparaty cyfrowe, dzięki którym dzisiaj powstaje 80 mld zdjęć dziennie.

W czasach fotograficznego prosperity zapomnieliśmy, jak głębokie zmiany przyniósł rok 1839, gdy niezależnie od siebie angielski parlamentarzysta William Talbot i francuski malarz Louis Daguerre ukazali światu swój wynalazek – "lilipuci rysunek", jak nazwał go korespondent "The Times". Pojawiły się nie tylko nowe gesty, miny czy perspektywy spojrzenia na rzeczywistość. Do góry nogami stanął cały świat. Fotografię, obok kolei i telegrafu, śmiało można okrzyknąć wynalazkiem, który stworzył podwaliny XX wieku, gdzie liczy się ruch i szybkość – utrzymują twórcy filmu.

"Geniusz zaklęty w fotografii" to przede wszystkim historia ludzi. Zarówno tych, którzy trzymają aparat, jak i tych stojących po drugiej stronie obiektywu. Fotograf z XIX-wiecznego naukowca eksperymentatora zamienia się w tryskającego testosteronem fotoreportera Roberta Capę, by wreszcie przybrać postać obrończyń wykluczonych – skromnej Diane Arbus czy charyzmatycznej Nan Goldin. To także historia obyczajowości. Dzięki zdjęciom widzimy zmianę pojęcia intymności i znoszenie kolejnych tabu. Od kamiennej mimiki przez amerykańskich heroinistów portretowanych przez Larry’ego Clarka aż po genitalia żony japońskiego fotografa Arakiego, który udokumentował 20 lat życia z ukochaną – od miesiąca miodowego aż po jej pogrzeb.

W filmie przemawiają nie tylko ludzie, lecz nawet przedmioty. Szkielet goryla, kapelusze, gorsety w witrynach sklepów na zdjęciach surrealisty Eugenia Atgeta opowiadają o nieistniejącym już Paryżu lepiej niż najstarszy mieszkaniec miasta. Stopiona butelka w kształcie ludzkiego embrionu czy zegarek wskazujący 2 minuty po jedenastej – godzinę wybuchu bomby nuklearnej w Nagasaki – zdają się krzyczeć o tragedii.

Każda poruszana kwestia jest rozpatrywana przez pryzmat przeciwstawnych opinii. Widz sam ma zadecydować, po której stronie stanąć, i samodzielnie odpowiedzieć na pytania. Czy to fotografia zmienia świat, czy odwrotnie? Czy należy polegać na przypadku, czy żmudnie polować na wymarzony moment – jak Jef Wall, który robi średnio tysiąc ujęć, by w końcu trafić na właściwe? Czy więcej powiemy przez sfotografowanie tego, co istnieje, czy tego, czego nie ma, jak Joel Meyerowitz, który 8 miesięcy spędził na ruinach WTC, by uchwycić pustkę? Czy możemy mówić o prawdomówności fotografii, czy jest ona jedynie zmanipulowanym obrazem rzeczywistości jak na zdjęciach Aleksandra Rodczenki z ZSRR, który z Gułagu o długości 230 km i tłumu więźniów uczynił proradziecki obrazek ukazujący robotników budujących przyszłość – legendarny Kanał Biełomorski?

Jedyny zarzut, jaki można postawić produkcji, to etnocentryczne przechylenie w kierunku zachodnich fotografów. W sześciogodzinnym serialu pada zaledwie kilka egzotycznie brzmiących nazwisk – np. Malijczyka Seydana Keita. Niemniej jednak "Geniusz zaklęty w fotografii" to rzetelnie przygotowany dokument, ukazujący zagadnienie ze wszystkich możliwych stron. Do głosu są dopuszczani nie tylko entuzjaści fotografii, lecz także sceptycy. Przemawiają autorzy oraz ich krytycy. Twórcy filmu zabierają nas do miejsc, gdzie powstały zdjęcia. Odnajdują nawet bohaterów ujęć. Tak udało się dotrzeć do ocalałej mieszkanki łódzkiego getta, Helen Aronson. Wraz z narzeczonym została uchwycona przez obiektyw Henryka Rossa. – Z przeszłości pozostały mi tylko dwa zdjęcia. I trzecie – to zrobione przez Rossa – opowiada Helen. – Dlatego gdy pytają mnie, co zabrałabym z płonącego domu, zawsze odpowiadam: tylko zdjęcia.

GENIUSZ ZAKLĘTY W FOTOGRAFII | dystrybucja: Best Film

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: BBCDVD
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj