W filmie "Moje córki krowy" Marcin Dorociński gra nieudacznika i nieroba, męża jednej z głównych bohaterek – dwóch sióstr zmagających się ze śmiercią matki i chorobą ojca. Pojawia się na ekranie w nietypowej charakteryzacji. – To akurat wymyślił sam Marcin. Kiedy przeczytał scenariusz, poprosił o rolę Grzegorza, czyli postać kompletnie przeciwną do tych, które dotąd grywał – mówi reżyserka Kinga Dębska. – Myślałam najpierw, że się pomylił, ale on był głodny czegoś innego, chciał złamać swoje emploi. Marcin nie ma natury amanta, mimo iż tak wygląda i tak jest obsadzany. Ma fantastyczny talent komediowy, który tu widać, ja go tylko hamowałam, żeby za bardzo nie kradł scen. Postać grana przez Marcina powstała już przy próbach charakteryzacji i kostiumów. Kiedy zobaczyliśmy go z tłustą grzywką, w mokasynach założonych na skarpety, mieliśmy Grzegorza. 

– Podczas zdjęć miałam cały czas poczucie, że męczy go i zawstydza bycie gwiazdą, że fantastycznie czuje się na drugim planie – dodaje Kinga Dębska. – Często do filmu wchodziły pierwsze duble z nim. Ale kiedy robiliśmy i po dwadzieścia dubli, był najbardziej cierpliwym aktorem na planie. Praca z takimi dobrymi aktorami jak on, Agata, Gabrysia, czy Marian jest przyjemna, bo chowają swoje ego, słuchają uwag reżysera, są uważni, myślą i czują.

Film "Moje córki krowy" trafi do kin 8 stycznia. Swoją polską premierę miał na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Zwrócił już na siebie uwagę międzynarodowych krytyków – niedawno znalazł się na liście najciekawszych produkcji 2015 roku przygotowanej przez "The Village Voice" (jako najlepszy film roku bez amerykańskiego dystrybutora). Poza Dorocińskim w filmie grają Agata Kulesza, Gabriela Muskała oraz Marian Dziędziel.