Oboje jesteście nowymi twarzami w telewizji. Jaka była wasza droga do serialu?

Reklama

Nina Dobrev: Zanim trafiłam do filmu, przez krótki czas próbowałam kariery modelki, ale od początku czułam, że to nie moja bajka. Nikt nie wie, kim jesteś, i nikogo naprawdę to nie obchodzi. W filmie czy serialu ludzie automatycznie zaczynają cię rozpoznawać, utożsamiać się z tobą, porównywać swoje doświadczenia z losami postaci. Na przykład wszyscy z "Pamiętników wampirów" dostaliśmy niedawno piękne naszyjniki, które zrobiła dla nas fanka. Ile trudu musiała sobie zadać? Zrobić je, potem wytropić, gdzie można nas wszystkich spotkać, zdobyć się na odwagę, podejść do nas i dać nam je w prezencie. Napisała na nich: "Staraj się być dobry".

Ian Somerhalder: Odkąd skończyłem 16 lat, jestem sam – sam się utrzymuję, mieszkam sam. Kiedy przyjechałem do Los Angeles jako dzieciak, dostałem niezłą lekcję. Teraz, kiedy spoglądam w lustro, nie mogę uwierzyć, że to wszystko skończyło się tak dobrze.

Aktorzy często narzekają na to, że fani przekraczają granice prywatności, myślą, że mają prawo zaczepić aktora tylko dlatego, że kojarzą go z telewizji.

ND: Mnie tylko raz przytrafiła się taka sytuacja. Po zajęciach w centrum sportowym brałam prysznic i wtedy podeszła do mnie dziewczyna, która poprosiła o zdjęcie ze mną. W ogóle nie przyszło jej do głowy, że może nie chcę, by robiono mi zdjęcia w ręczniku. Zapytałam ją, czy mogę chociaż się ubrać. Nie wyczuła ironii. Spokojnie poczekała, aż włożę ubranie i zrobiła swoje zdjęcie.

Historie o wampirach są teraz popularne, co będzie, kiedy moda na nie przeminie?

ND: Mam nadzieję, że nie przeminie. Chłopaki żartują, że powinniśmy posłać kwiaty ekipie „Zmierzchu”, bo dzięki nim szaleństwo na punkcie wampirów sięgnęło zenitu i nasz serial na tym zyskał. Zresztą dzięki nim wiele osób ma pracę przy wszystkich wampirycznych produkcjach telewizyjnych i kinowych. Możemy być spokojni o naszą pracę jeszcze przez kilka lat. Pewnie historie, w których wampiry są tak pociągające, że kobiety zamiast uciekać na ich widok, ściągają ubranie, w końcu przestaną być modne, ale na pewno same wampiry przetrwają, tylko będziemy o nich inaczej opowiadać.



Jak reagujecie, gdy różne fronty religijno-dewocyjne zarzucają wam, że psujecie młodzież takimi serialami?

IS: Nie sądzę, by telewizja mogła wpoić nastolatkom jakieś złe wzory. Nastolatki są same z siebie zepsute. To dorośli zapominają, jakie mieli czarne dusze w ich wieku, i by wybielić swoją młodość, zaczynają wierzyć, że nastolatki to niewinne stworzonka. Oczywiście aktor występujący w serialu dla młodzieży powinien mieć minimalne poczucie odpowiedzialności za to, jakie wzorce promuje, ale nie przeceniałbym wpływu aktorów na widzów. Choć z drugiej strony wiem, że niektórzy biorą odpowiedzialność bardzo serio. Kiedy pracowałem przy serialu produkowanym przez Jerry’ego Bruckheimera, dowiedziałem się, że na jego osobiste polecenie aktorzy podczas scen w samochodach muszą mieć zapięte pasy. Mieliśmy podobną rozmowę o pasach na planie "Pamiętników wampirów" – powinniśmy je zapinać czy nie? Zwyciężył głos zdrowego rozsądku – wampir nie musi się o to troszczyć.

Reklama

"Pamiętniki wampirów" nie są jedyną historia o krwiopijcach, w której chciał pan zagrać.

IS: Schrzaniłem przesłuchanie do "Czystej krwi". Miałem fatalny dzień, nie byłem w stanie się zmobilizować. Czasem mam takie dni. Ten konkretny kosztował mnie świetną posadę. Ale tam nie startowałem do roli wampira. W "Czystej krwi" chciałem zagrać Jasona Stackhouse’a, brata Sookie. Po nakręceniu "Pamiętników..." muszę powiedzieć, że granie wampira jest super. Facet ma 107 lat, świetnie się bawi, podróżował, miał różne kobiety, spełniał swoje muzyczne pasje. Superżycie. No może jest trochę samotny, ale dla mnie to postać niemal z Szekspira.