Dziennik Gazeta Prawana logo

Johnny Depp: Nie lubię być dokładnie ogolony

23 lutego 2008, 12:56
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Johnny Depp: Nie lubię być dokładnie ogolony
Inne
Johnny Depp lubi ostre narzędzia. Był już Edwardem Nożycorękim, Edem Woodem i piratem z Karaibów. Tym razem Tim Burton powierzył swemu ulubionemu aktorowi rolę demonicznego Sweeney Todda, co "golił brody jegomościom, po których słuch potem ginął".

Nie lubię być dokładnie ogolony. Wolę zarost, za którym mogę się schować. Ale dobrze rozumiem, jakie to uczucie, gdy siadasz na fotelu, a ktoś całkowicie ci obcy namydla twoją twarz i zbliża niezwykle ostry narzędzie do gardła. Przerażające!

Istotnie, gdy wiele lat temu zobaczyłem Tima po raz pierwszy w małej kawiarni w Los Angeles, poczułem, że coś nas łączy. I to na wielu poziomach - choćby nasza dziwna fascynacja zrozumieniem absurdalności rzeczy, które w latach 70. były normą. Takich jak sztuczne owoce na stole w kuchni. Dlatego jestem szczęściarzem, że mogę z nim pracować. Za każdym razem, kiedy dzwoni telefon i okazuje się, że to Tim, który ma jakiś nowy pomysł na film, jestem bardzo podekscytowany. Niestety, bywa tak, że nie dzwoni nawet przez trzy lata!

Przede wszystkim strasznie się bałem. Nigdy wcześniej nie śpiewałem na ekranie. Nagrałem więc demo w garażu znajomego i wysłałem je Timowi. A potem już tylko trzymałem kciuki i czekałem na rozwój wypadków.

Ale grałem na gitarze. Nigdy nie chciałem śpiewać, nie sądziłem nawet, że to potrafię. I nadal tak nie uważam. Zacząłem występować w klubach, gdy miałem 14 - 15 lat. Potem jeździłem w różne trasy koncertowe, a gdy miałem lat dwadzieścia parę, wciągnąłem się w aktorstwo. Dzięki Bogu, tak zostało.

Dostałem nagranie tego musicalu i bardzo dokładnie się w nie wsłuchiwałem. Widziałem także kilka bardziej współczesnych produkcji. Dzięki temu mogłem stworzyć nowego, innego Sweeneya - w dobrym tych słów znaczeniu. Sweeneya bardziej współczesnego. Prawie punkrockowego.

Czasami wręcz przeciwnie - Sweeney przyciągał do mnie złe emocje. Ale cóż, trudno było tego uniknąć, gdy musiałem śpiewać, krzyczeć albo - co najgorsze - bić Sachę Barona Cohena. To było naprawdę przykre, bo bardzo go lubię!

"Z piekła rodem", cała saga Kuby Rozpruwacza, nierozwiązane zbrodnie i XIX-wieczny Londyn zawsze niezwykle mnie fascynowały. Przeczytałem chyba wszystko, co kiedykolwiek napisano na ten temat. Sweeney jest w pewien sposób do Kuby podobny, ale kierują nim inne pobudki. Najpierw jest ofiarą, która marzy o zemście. Dopiero potem to marzenie staje się jego obsesją, a następnie zmienia się w szaleństwo. Zemsta jest jedyną rzeczą, która go motywuje do działania i trzyma przy życiu.

Stanowczo: nie. Ten tytuł zarezerwowano dla innych. Ja jestem tylko facetem z dziwną pracą. Facetem, który może wcielać się w wiele rozmaitych postaci, chociaż zazwyczaj skłaniam się ku tym ułomnym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj