Dziennik Gazeta Prawana logo

Zbrodnia prawie doskonała

5 stycznia 2008, 10:09
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Zbrodnia prawie doskonała
Inne
W świecie aktorów Ryan Gosling jest tym, kim Cristiano Ronaldo wśród piłkarzy. Młody, obdarzony bajeczną techniką, facet z charyzmą i urokiem potrafi z nudnego wydarzenia uczynić widowisko. Gdy zaś dostanie do pary kogoś równie dobrego, nawet niedoskonałą fabułę obróci w dzieło nietuzinkowe. Tak jak "Słaby punkt".

W obrazie Gregory’ego Hoblita naprzeciw Goslinga staje sam Anthony Hopkins, a sekunduje im David Strathairn. Razem wynoszą opatrzoną opowieść na wyższy poziom, czyniąc z filmu sądowego historię o ścieraniu się młodości i doświadczenia. I o tym, że świat zbudowany jest z pęknięć, małych niedoskonałości, które wspólnie tworzą wielką, tylko pozornie spójną całość.

Realizując "Słaby punkt”, Hoblit niejako powtórzył najgłośniejsze dzieło z własnej filmografii, prawniczy thriller "Lęk pierwotny”. Tyle tylko, że o 180 stopni odwrócił kąt spojrzenia swój, widzów i samych postaci. Gwiazdora lokalnej palestry z "Lęku pierwotnego”, zastępuje w "Słabym punkcie” młody wilczek, który za kilka dni ma opuścić biuro prokuratora okręgowego i rozpocząć pracę w korporacji. Miejsce zaś niewinnego chłopca, który niechybnie trafi za kraty, zajmuje starszy, inteligentny facet, prawdziwy mistrz zbrodni, na którego nie ma żadnych pewnych dowodów.

Kiedy Theodore Crawford (zblazowany Hopkins), dowiaduje się, że jego żona ma romans z policyjnym negocjatorem Robertem Nunallym, postanawia dokonać morderstwa doskonałego. Wraca do domu i z zimną krwią strzela do swej żony. Na miejsce przybywa policja (a w jej szeregach Nunally) i kobietę w śpiączce odstawia do szpitala, a mężczyzna przyznaje się do próby zabójstwa. Sprawa wydaje się więc banalnie prosta. Tyle że przed sądem Crawford zmienia zdanie, a jego uprzednie zeznania stają się zupełnie nieprzydatne. Na jaw wychodzi bowiem romans przesłuchującego go gliniarza i małżonki starszego pana. W ten sposób sprawa, która miała być kolejną rutynową chałturą dla młodego Williama Beachuma, okazuje się orzechem nie do zgryzienia. Bo choć motyw morderstwa jest oczywisty, to brakuje pozostałych części układanki - w mieszkaniu nie ma broni, z której postrzelono kobietę, a świadkowie niczego nie widzieli. William musi ścigać się z czasem i jak najszybciej wsadzić perfekcyjnego psychopatę za kratki. Stawką w tym pojedynku, prócz sprawiedliwości, jest także kariera młodego prawnika - jeśli przegra sprawę, nie będzie już mile widziany w korporacyjnym Eldorado, a porażka pozbawi go nawet skromnie opłacanego prokuratorskiego stołka.

Zarysowanie fabuły "Słabego punktu” nie jest zadaniem łatwym. Gregory Hoblit jest bowiem reżyserem wystarczająco doświadczonym i sprawnym, by mnożyć na ekranie wątki i małe dramaty. W jego najnowszym filmie jeden zwrot akcji goni drugi, a prawdziwym perpetuum mobile okazuje się Ryan Gosling.

Aktor przyzwyczaił nas już do ról młodych idealistów, którzy noszą w sobie bolesne piętno ("Fanatyk”, "Szkolny chwyt”). Teraz też wciela się w postać chłopaka rozdartego między ideałami i prozą życia. Pozostaje przy tym klasą dla siebie, przyćmiewając całkowicie Anthony’ego Hopkinsa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj