Dziennik Gazeta Prawana logo

Długo oczekiwany "Prorok" wreszcie w kinach

21 maja 2010, 13:46
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Długo oczekiwany "Prorok" wreszcie w kinach
Inne
Entuzjastycznie przyjęty we Francji kryminał z socjologicznymi ambicjami opowiadający o karierze młodocianego przestępcy, który dopiero w więzieniu staje się kryminalistą z prawdziwego zdarzenia, właśnie wchodzi do polskich kin. Czy warto się na niego wybrać? Warto - przekonuje Wojtek Kałużyński w "Kulturze".

Jacques Audiard przemyślnie skomponował swój film. W pierwszych scenach z paradokumentalną dosłownością oglądamy jak młody Arab, Malik, trafia z poprawczaka do więzienia dla dorosłych. Nie wiemy dokładnie, co zrobił. Dostajemy tylko znaki. Gdy dowiadujemy się, że został skazany na sześć lat, gdy więzienny wychowawca pyta: „Co robisz, gdy akurat nie atakujesz policjantów?”.

Możemy się tylko domyślać, że Malik to kolega chłopaków z „Nienawiści” Kassovitza. Pewnie mieszkał w jakimś getcie dla „gorszych”. Nie umie pisać, z trudem czyta, nie wie, czy jego pierwszym językiem był arabski czy francuski, rodzice go nie wychowywali, może rzucał w policjantów butelkami z benzyną podczas paryskich zamieszek?

Audiard jego czynów nie próbuje usprawiedliwiać trudnym dzieciństwem, błędami młodości, systemem wychowawczym. Malik broni się sam jako ekranowy bohater rewelacyjnie grany przez Tahara Rahima, śledzony przez pozornie bezstronną kamerę. W więzieniu jest zagubiony. Bezbronny. Zasiedziali skazańcy zabierają mu buty, okradają, biją. Jakiś Arab pod prysznicem proponuje haszysz, ale w zamian żąda „zrobienia laski”. Malik ma jednak szczęście. Nie zostanie cwelem, nie upadnie na dno więziennego piekła.

Więzieniem rządzi korsykańska mafia dowodzona przez niejakiego Cesara Lucianiego. A ten właśnie potrzebuje, by Malik zabił dla niego niewygodnego świadka z muzułmańskiego bloku. Chłopak się buntuje, ale nie ma wyjścia. Morduje, choć ten, którego ma zamordować, okazuje mu jako jedyny ludzkie uczucia. Korsykanie wprawdzie nazywają go „brudnym Arabem”, używają do najgorszych prac, ale chronią przed prześladowaniem.

Malik korzystając z rad tego, którego zamordował, bierze się do nauki pisania, czytania, ekonomii. Uczy się nawet korsykańskiego i ciągle awansuje w hierarchii. Staje się Lucianiemu coraz bardziej potrzebny. Z czasem Malik wyrywa się na coraz częstsze przepustki, załatwia interesy bossa, ale i rozkręca własny narkotykowy biznes. I tak lawiruje, by zyskać szacunek przejmujących władzę w kryminale arabskich współbraci. Więzienie jest zatem dla Malika przeskakiwaniem kolejnych stopni kryminalnej kariery, ale i drogą do odnalezienia kulturowej tożsamości.

Audiard wpisuje w tę historię klasyczny dylemat francuskich Arabów rozdartych między asymilacją a ortodoksją. Cała opowieść, początkowo paradokumentalna, coraz bardziej nabiera rytmu i stylu sensacyjnego dramatu z krwawymi porachunkami, mafijną dyplomacją i ulicznymi strzelaninami w tle. Tak jednak sprytnie lawiruje między komiksowością i realizmem, by ani przez moment nie popaść w ton naiwnego oskarżenia francuskiego systemu penitencjarnego, ani nie pogrążyć się w mafijnej mitotwórczej nostalgii. Cały czas jest gdzieś pośrodku. Jak w „Gomorze” odziera przestępczy światek z kolorytu, sprowadza sytuację bohatera do egzystencjalnej konieczności, ale dla równowagi nadaje całości rytm przestępczej ballady zaprawionej swoistą ironią.

I ta formuła się broni, wciągając w opowieść o świecie bez wyborów, zredukowanym do murów, krat i układów, od których nie da się uciec. Przesadził tylko Audiard z metafizyką. Duch zamordowanego więźnia pojawiający się jako milczący mentor wydaje się chwytem przesadnie jednak naiwnym, na siłę chwytającym losy bohatera w aksjologiczną siatkę. A już pomysłem zupełnie fatalnym jest mnożenie na narracyjnych zakrętach religijnych odniesień i konotacji. Wstawianie przypowieści o Mahomecie w senne wizje, zderzanie islamskiej i chrześcijańskiej symboliki nie niesie istotnych znaczeń, ograniczając się wyłącznie do roli pustego ozdobnika.

Na szczęście jednak Audiard utrzymał tę pseudometafizyczną tkankę w ryzach, na pierwszym planie pozostawiając nas sam na sam z odartym ze społecznego, religijnego, kulturowego kostiumu nagim bohaterem, dopiero z czasem ubieranym w maski i garnitury. Tak poprowadził jego losy, byśmy nawet wobec wyrządzanego zła nie utracili dlań sympatii. Aż do otwartego, wieloznacznego finału, w którym znowu staje przed nami nagi, tyle że już gotowy, by samodzielnie dopisać kolejne rozdziały swego losu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj