I choć w pierwszych sekundach to właśnie Karen szlocha w kącie miejskiego autobusu, w finale jej miejsce zajmuje ktoś inny. Kobieta wychodzi na przystanek z podniesioną głową. A było niemal pewne, że w konserwatywnej Bogocie pozbawiona pomocy materialnej niekochanego męża była skazana na zatracenie. Z początku wydaje się, że jej małżonek Mario miał rację, mówiąc, iż Karen nic nie potrafi, wszak po wyprowadzce z domu kończy w obskurnym hoteliku, zmuszona jest żebrać i kraść. Dopiero przyjaźń z mieszkającą po sąsiedzku fryzjerką pomoże kobiecie wyjść na prostą i spełnić marzenie o duchowej i materialnej emancypacji.

Gabriel Rojas Vera przyciężkawo buduje nawiązania do "Domu lalki" Ibsena, upierając się przy jednoznacznym, feministycznym odczytaniu dzieła, podczas gdy jego film dotyka szerszego spektrum tematycznego. Chodzi raczej o dążenie do osobistej wolności i niezależności od społecznych konwenansów. Karen powoli odbudowuje swoje życie, zaznając wreszcie dorosłej samodzielności, której przez całe życie jej odmawiano. Przekracza też granice osobistego tabu obyczajowego, którego zwieńczeniem jest romans z uznanym, bogatym dramatopisarzem. Jednak "Karen płacze w autobusie" Vera niepotrzebnie przyporządkował pewnej tezie, co prawda na wskroś optymistycznej, ale tendencyjnej. Historia staje się przez to płaska, mało angażująca, toczy się ślimaczym tempem, brakuje wyraźnie zarysowanej intrygi. Szczęśliwie z ekranu ani na moment nie znika Angela Carrizosa jako Karen – jej świetna rola ratuje dzieło Very.

KAREN PŁACZE W AUTOBUSIE | Kolumbia 2011 | reżyseria: Gabriel Rojas Vera | dystrybucja: Art House | czas: 98 min