"Boska Florence" opowiada historię Florence Foster Jenkins, którą okrzyknięto mianem "najgorszej śpiewaczki świata". Bo choć sopranistka-amatorka nie miała krztyny talentu, jej koncerty przyciągały tłumy.

Lady Florence Foster Jenkins była córką bogatego amerykańskiego bankiera. Muzykę kochała tak bardzo, że postanawia podbić serca miłośników opery. I nie przeszkadzał jej w tym wcale całkowity brak zdolności wokalnych. Chciała zrobić karierę śpiewaczki operowej i postanowiła na swoim. Ze spadku po ojcu finansowała własne koncerty, na które publiczność przychodziła, by… się pośmiać. Do grona jej wielbicieli należeli nawet Enrico Caruso i Cole Porter. Po śmierci Florence w roku 1944 pozostała im płyta "The Glory of the Human Voice", na której zmasakrowała słynne arie operowe.

Wyjątkowa pani Jenkins zainspirowała Petera Quiltera do napisania komedii "Boska", którą w warszawskim Teatrze Polonia wystawiła Krystyna Janda. Sama też wcieliła się w rolę najgorszej śpiewaczki świata. Teraz przyszedł czas na Meryl Streep, która wierzącą w swój talent Florence sportretowała w nowym filmie Stephena Frearsa, twórcy obrazów tak głośnych, jak "Niebezpieczne związki", "Królowa" czy "Tajemnica Filomeny".

W "Boskiej Florence" dziedziczka sporej fortuny i narzeczona St Clair Bayfielda, brytyjskiego aktora arystokraty (w tej roli Hugh Grant), dzięki jego heroicznym staraniom występuje na Broadwayu i nagrywa płyty, a przede wszystkim wciąż wierzy w swój dar. Kłopoty zaczynają się, gdy "diva" postanawia zaśpiewać w słynnym Carnagie Hall. I zrobi wszystko, by tak się stało.

Oto zwiastun filmu, który 6 maja wejdzie na polskie ekrany. Wcześniej, bo już 1 kwietnia z kinach zadebiutuje inny film oparty na prawdziwej historii amerykańskiej śpiewaczki – zrealizowany przez Xaviera Giannoliego, a przez Luca Bessona okrzyknięty mianem "najlepszego francuskiego filmu roku" obraz "Niesamowita Marguerite" ze zdobywczynią Cezara Catherine Frot w roli głównej.