"Alvin i wiewiórki 2"
(aka "Alvin and the Chipmunks: The Squeakquel")
USA 2009; reżyseria: Betty Thomas; obsada: Jason Lee, David Cross, Justin Long, Cameron Richardson, Amy Poehler; czas: 88 min; dystrybucja: Imperial-Cinepix; Premiera: 22 stycznia



Wspólnymi siłami wypiszczą kilka znanych przebojów. Alvin, Simon i Theodore, zostają wysłani przez swojego przybranego człowieczego ojca Dave'a (Jason Lee znany dorosłym widzom ze świetnego serialu „Mam na imię Earl”) do szkoły. Akcja przenosi się więc do klasycznego amerykańskiego ogólniaka, ze wszystkimi konsekwencjami gatunku kina college’owe: „chłopcy” muszą spotkać tam swoje „dziewczyny”.

Śpiewające gryzonie obu płci zarówno w tej, jak i w poprzedniej odsłonie, powalają publikę na kolana, a wyśpiewywane ich cienkimi głosami pioseneczki okazują się wielkimi hitami. Co więcej śpiew małych włochatych stworzonek służy większemu dobru: wiewiórki muszą ocalić likwidowany program edukacji muzycznej. Czy im się uda? A czy mogłoby nie?

„Alvin i wiewiórki” podobnie jak pierwsza część to propozycja raczej dla najmłodszej widowni – rodzice muszą nastawić się na sporą dawkę nudy, okraszoną wysokimi tonami elektronicznie modulowanych głosików. Szybki przegląd recenzji zza oceanu, gdzie film miał premierę jeszcze przed świętami, nie pozwala robić sobie dużych nadziei, że może będzie lepiej niż w pierwszej części.

„Hollywood Reporter” nazywa „Alvina” „pozbawioną wdzięku kontynuacją”, „Time Out New York” zjadliwie konkluduje, że „nowoczesne technologie, jeśli dostaną się w niepowołane ręce, mogą wyrządzić nam wiele szkody”, zaś „San Francisco Chronicie” punktuje, że tylko trzy rzeczy mogą utrzymać dorosłego widza przed ekranem: „wybór piosenek jest przyzwoity, grający wrednego przedstawiciela branży muzycznej David Cross ma kilka zabawnych scen, zaś całość trwa zaledwie 88 minut”. Da się wytrzymać.