"Potomkowie"

Reklama

Według danych stowarzyszenia Slave Wrecks Project ponad 40 tysięcy statków było zaangażowanych w handel żywym towarem, ale odnaleziono wraki jedynie pięciu lub sześciu z nich. Dokument "Potomkowie" opowiada o ostatnim takim znalezisku, odkrytej dopiero w 2019 roku Clotildzie.

Reżyserka Margaret Brown powraca do swojego rodzinnego miasta Mobile w Alabamie, aby dać świadectwo poszukiwaniom i niesłychanemu odkryciu legendarnego szkunera, którego historia sięga 1860 roku. Transatlantycki handel niewolnikami był już wówczas zakazany od półwiecza pod groźbą kary śmierci, jednak nie powstrzymało to Timothy'ego Meahera, bogacza z amerykańskiego Południa, przed wielce niemoralnym zakładem. Obejmował on przemyt schwytanych ludzi z Beninu do Alabamy w taki sposób, aby nikt się o tym nie dowiedział. I plan się powiódł, a po wszystkim Meaher ze wspólnikami podpalili i zatopili statek Clotilda, zacierając ślady zbrodni.

Reklama

Ale dokumentalistkę interesuje nie tyle statek, ile tytułowi potomkowie setki niewolników z Clotildy, zrzeszeni od powojnia secesyjnego w społeczność o nazwie Africatown. I choć niewolnictwo teoretycznie zniesiono już w 1865 roku, a więc pięć lat po niesławnej szmuglerce, kolejne pokolenia w obawie przed linczem musiały ukrywać wiedzę na ten temat. Tak też żaglowiec stał się legendą przekazywaną ustnie za zamkniętymi drzwiami - i wątpliwości co do jej autentyzmu tylko narastały.

Film otwiera przed nami "nieznany rozdział historii USA", o którym "nigdy nie pisano w książkach". I jak dodaje jedna z bohaterek, "tu nie chodzi tylko o okręt". Ten dla potomków jest istotny - jako artefakt, ale dużo ważniejsze jest odzyskanie skradzionej tożsamości.

Brown śledzi wysiłki pod patronatem National Geographic mające na celu wyłowienie szczątków okrętu. Przede wszystkim jednak przepytuje ludzi od lat bezpośrednio zaangażowanych w sprawę: historyków, nurków, folklorystów przechowujących taśmy VHS z bezcennymi wspomnieniami przodków. Dociera do materiałów powieściopisarki i antropolożki Zory Neale Hurston, która w 1928 roku nakręciła jedyne zachowane do dziś wideo z Cudjoe Lewisem, ostatnim ocalałym z Clotildy, a wywiady z nim spisała także w formie książki "Barracoon", przez dekady ignorowanej przez wydawców i opublikowanej po raz pierwszy w roku... 2018.

Reklama

To właśnie wydanie "Barracoon" sprawiło, że historia Africatown po raz pierwszy zyskała tak szeroki rozgłos. Reżyserka wykorzystuje to, zwracając uwagę na bieżące problemy mieszkańców, w tym niepokojąco wysoki wskaźnik zachorowań na raka wskutek zdominowania regionu - pozostającego w dużej mierze w rękach dziedziców Meahera - przez przemysł ciężki.

Meaherowie odmówili występu przed kamerą, zdecydował się natomiast potomek kapitana Clotildy, Mike Foster. Jest w filmie niezręczna chwila, w której Foster pociesza głośno samego siebie, że Cudjoe wychwalał jego przodka jako "dobrego człowieka", który nie robił niewolnikom krzywdy. Nurek Kamau Sadiki oponuje wtedy, że nie ma to żadnego znaczenia, bowiem "dobrzy" i "źli" właściciele niewolników byli siebie warci.

Brown nie ucieka od pytań, nawet jeśli niezadawanych wprost, kto najbardziej skorzystał na niewolnictwie i kto wciąż czerpie pośrednie korzyści z tamtego nieludzkiego systemu. Daje do myślenia przykład pomników stawianych konfederackim "bohaterom" i całej idei odrodzenia dawnego Południa. Ktoś słusznie zwraca uwagę na absurd sytuacji: "Czy ktokolwiek po drugiej wojnie myślał o stawianiu pomników doktorowi Mengele?".

Film wyprodukował muzyk Ahmir "Questlove" Thompson, potomek - jak się okazuje; świat jest wszak śmiesznie mały - Charliego Lewisa, brata Cudjoe. Współzałożyciel grupy The Roots sam zatem ma korzenie w Africatown. I znów, tak jak w przypadku wyreżyserowanego przez siebie "Summer of Soul", zeszłorocznego dokumentu o zapomnianym Harlem Cultural Festival, chwalebnie decyduje się przywrócić należyte miejsce w historii ludziom i zdarzeniom wymazanym z podręczników.

"Wielu czarnych nie wie, kim jest" - pada z ekranu. I owszem, dla niektórych mieszkańców Africatown szum wokół Clotildy to okazja na biznes turystyczny, innym marzy się zadośćuczynienie. Jednak większości chodzi przede wszystkim o pamięć, szacunek i prawdę.

Gdzie zobaczyć: Netflix