Dziennik Gazeta Prawana logo

ONZ współwinna rzezi w Srebrenicy? "Aida" tłumaczy niewytłumaczalne [#DobryCynk]

16 września 2021, 14:27
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Aida
<p>Aida</p>/Materiały prasowe
"Aida" Jasmili Žbanić przynosi wstrząsającą ilustrację myśli Martina Luthera Kinga, że "na końcu będziemy pamiętać nie słowa naszych wrogów, ale milczenie naszych przyjaciół".

"Aida"

Reżyserka szeroko nagradzanej "Grbavicy", poświęconej ofiarom gwałtów w Bośni, znów patrzy na wojnę przez pryzmat kobiecego doświadczenia. Žbanić sama przeżyła oblężenie Sarajewa jako nastolatka, zaś bohaterką nowego filmu czyni tytułową tłumaczkę pracującą dla ONZ w czasie, gdy Serbowie dokonali masowych egzekucji bośniackich mężczyzn w okolicach Srebrenicy.

Nasza dzisiejsza wiedza o masakrze, uznawanej za największe ludobójstwo w Europie od czasu II wojny światowej, w pewnym stopniu obciąża film. Teoretycznie wiemy przecież, co się wydarzy i których bohaterów czeka nieunikniona zagłada. Tyle że autorki nie interesuje ani ruchoma czytanka historyczna, ani prosta terapia szokowa. Tu chodzi o zniuansowaną refleksję i postawienie niewygodnych pytań.

Z wyjątkiem melancholijnej retrospekcji z czasów spokoju oraz powojennego epilogu, akcja filmu rozgrywa się w ciągu kilku dni poprzedzających zbrodnię. Žbanić nie traci czasu na to, co można samemu wyczytać w Wikipedii, lecz wrzuca nas w sam środek negocjacji między zdesperowanym burmistrzem oblężonego miasta a holenderskim pułkownikiem Thomem Karremansem, zapewniającym z żołnierską dezynwolturą o rzekomo żelaznym ultimatum ONZ dla Serbów pod wodzą nieobliczalnego generała Ratko Mladicia.

W epicentrum chaosu jest też Aida Selmanagić, która już do końca będzie się miotać między prywatnym a publicznym. Aida tłumaczy biegle, rzeczowym tonem, odzierając zdania z niepotrzebnych epitetów. Ale czy w przekładzie da się zachować całkowitą bezstronność? Szczególnie gdy trzeba powtarzać przez megafon rozkazy wiodące ufnych cywilów na pewną śmierć? W tym kontekście, zdaje się sugerować Žbanić, bohaterka może być tylko i aż "nośnikiem" informacji, może być też posłańczynią śmierci; zależy jak patrzeć. Z pewnością za to jest postacią tragiczną, rozdartą między rolą bośniackiej matki i żony, obawiającej się o życie bliskich, a bez mała uprzywilejowaną funkcją w strukturach międzynarodowych sił pokojowych. To beznadziejna sytuacja, ale też okrutna ironia filmu, że akurat tłumaczka musi się zmagać z tłumaczeniem niewytłumaczalnego zła.

Ludobójstwo zawsze zaczyna się od słowa, jednak reżyserka doskonale wie, że w kinie "jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów". W żadnym razie nie epatuje przy tym dosadnością, gwałty i rzezie zawsze odbywają się poza kadrem. Zamiast tego twórczyni koncentruje się na twarzy. Twarzy jako centrum narracji o człowieku. Twarzy Aidy. Twarzy aktorki Jasny Ðuričić. Twarzy reprezentującej tysiące bośniackich kobiet. Twarzy patrzącej na nas wymownie już z plakatów. I słusznie, bo na emocjonalnej intensywności kreacji Ðuričić opiera się cały film - choć na piorunujący efekt końcowy wydatnie pracują także surowe zdjęcia Christine A. Maier, bezbłędny montaż Jarosława Kamińskiego czy realistyczne kostiumy Małgorzaty Karpiuk.

Ale siła rażenia "Aidy" bierze się także z jej nienachalnego komentarza do współczesności. Nacjonalizmy odżywają, znieczulica postępuje, a mimo to świat wciąż odwraca wzrok od tragedii, jak miało to miejsce w trakcie czystek w Srebrenicy czy wcześniejszego raptem o rok ludobójstwa w Rwandzie. Codziennie słyszymy o nowych sankcjach nakładanych na reżimy, język przywódców zapętla się w dyplomatycznych banałach. Po co nam ONZ w niezmiennym od dekad kształcie, skoro już w 2005 roku, w 10. rocznicę masakry w Srebrenicy, Kofi Annan, ówczesny Sekretarz Generalny, przyznał, że filozofia bezstronności przyczyniła się do ludobójstwa.

Žbanić konfrontuje nas z tą prawdą. Z ideą wspaniałą na papierze, ale za każdym razem dysfunkcyjną w godzinie zero. Najbardziej porusza w filmie właśnie obraz wiary przechodzącej w bezdenny żal po tym, gdy zawodzi człowiek, a wraz z nim cały system mający być gwarantem ochrony.

Oczywiście za gardło chwyta też to, co od zawsze niepojęte, a w kinie bodaj najbardziej dotąd widoczne przy świadectwach z Rwandy: sąsiad mordujący sąsiada, kolega kolegę ze szkolnej ławy. Matki ze Srebrenicy wciąż, ćwierć wieku od tragedii, poszukują szczątków synów i mężów. Czy w tej sytuacji możliwy jest powrót do normalności, wybaczenie? A przecież ofiary, wskazuje Žbanić w epilogu, żyją wśród dawnych katów. Uczą ich dzieci w szkołach - Aida wraca właśnie do zawodu wykonywanego przed wojną. Jest w tym jakaś budująca symbolika: jako tłumaczka nie była w stanie wytłumaczyć całego zła, ani mu zapobiec, ale jako nauczycielka może wreszcie głośno o nim mówić, być strażniczką pamięci, nieść nadzieję. Wszakże - że wrócę do pastora Kinga - "nasze życie zaczyna się kończyć w dniu, w którym zaczynamy przemilczać ważne tematy".

Gdzie zobaczyć: w kinach

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj