"Niepamięć"

Reklama

Przed paroma laty w Massachusetts wykryto kilkanaście przypadków dziwnej postaci amnezji. Wszyscy pacjenci mieli uszkodzony hipokamp, czyli obszar mózgu odpowiedzialny za tworzenie nowych wspomnień. Większość chorych łączyły także ślady opioidów w układzie krwionośnym. Jednak przyczyny choroby wciąż pozostają nieznane.

W debiucie pełnometrażowym greckiego scenarzysty i reżysera Christosa Nikou amnezja również atakuje bez ostrzeżenia zupełnie zdrowych dotąd ludzi. Akcja filmu osadzona jest we współczesnych Atenach, a jednocześnie w specyficznym świecie, rządzącym się własnymi zasadami, niczym w "Lobsterze" Giorgosa Lanthimosa (u którego Nikou asystował przy "Kle").

Niepamięć / Materiały prasowe

Bohater, everyman w średnim wieku, pewnego dnia wychodzi z domu, wsiada do autobusu i kiedy kierowca budzi go na pętli, już nie tylko nie wie, skąd i dokąd zmierza, ale nawet nie pamięta własnego imienia. W efekcie trafia na szpitalny oddział dla osób z zaburzeniami pamięci. Tam otrzymuje numer 14842 - amnezja jest już czymś powszechnym i na razie nie ma na nią lekarstwa (brzmi znajomo?). Za to pacjenci, po których nie zgłosi się żadna rodzina, po niedługim czasie otrzymują możliwość przystąpienia do programu o znamiennej nazwie "Nowa Tożsamość". W jego ramach otrzymują mieszkanie oraz instrukcje na analogowym magnetofonie (w świecie "Niepamięci" nie ma internetu ani smartfonów), nakazujące wypełniać i fotografować polaroidem kolejne zadania ze spisu zbierającego najbardziej charakterystyczne z "ludzkich" doświadczeń, od nauki jazdy na rowerze po imprezy i romanse.

Nikou kapitalnie drwi z banalności życia, sprowadzając do ujednoliconej "listy do zrobienia przed śmiercią" przeżycia, które rzekomo budują naszą indywidualność: przygoda na jedną noc, skok z wysokości, dołączenie do protestu, wypadek samochodowy. Polaroid staje się podstawowym gadżetem ludzi błąkających się po ulicach i mechanicznie rejestrujących swoje doświadczenia. Ale czy rzeczywiście doświadczenia? Czy da się sfotografować osobowość? Wszak jako niewolnicy technologii i społecznych rytuałów często bezrefleksyjnie dokumentujemy wszystko, co tylko się da, zamiast smakować życia dla niego samego.

W aspekcie tragikomicznej refleksji nad epoką Instagrama, nad filozofią "pics or it didn't happen", nad deficytem bliskości, "Niepamięć", skądinąd koprodukcja z Polską, wcale nie odbiega daleko od pozornie diametralnie różnego "Sweat" Magnusa von Horna, o którym pisałem przed tygodniem. Niemniej Greka najbardziej zdaje się interesować relacja między pamięcią a tożsamością. I to nie tylko w najbardziej oczywistym kontekście strachu przed amnezją (albo demencją czy chorobą Alzheimera; to tylko metafora) łączącą się z utratą tożsamości. Bo Nikou uderza też ze zgoła innej flanki, zmuszając do zadumy nad niejednorodną naturą wspomnień. W końcu czy wymazanie tych bolesnych na pewno byłoby czymś złym?

Ostatecznie na poły absurdalna, na poły melancholijna "Niepamięć" przynosi więcej pytań niż odpowiedzi, a co najistotniejsze - pozostaje w głowie na długo po seansie. I to nie tylko za sprawą treści - przy skromnym budżecie twórcom udaje się wyczarować niesamowitą atmosferę rodem z kameralnego science fiction, ale i chwytającą "tu i teraz", niczym, nie przymierzając, fantastyczny nowy album Darii Zawiałow "Wojny i noce" z utworami "Reflektory - Sny" czy "Oczy - Polaroidy" (!).

W filmie nostalgiczna muzyka Alexandra Voulgarisa pięknie uzupełnia się z sepiowymi zdjęciami Bartosza Świniarskiego i minimalistyczną kompozycją kadru. Wszystko jest jakby symultanicznie powściągliwe i intensywne, łącznie z aktorstwem Arisa Servetalisa, który tworzy poruszający portret człowieka cierpiącego na swoistą "amnezję poznawczą" i kurczowo trzymającego się pozoru siebie. Portret-lustro dla nas wszystkich.

Gdzie zobaczyć: w kinach