Ambicje Maślony nie ograniczają się jednak wyłącznie do rodzimego podwórka. Młodemu twórcy udało się nakręcić film celnie diagnozujący paradoksy i neurozy karmiące współczesny świat, w którym ewidentnie „coś się popsuło”.

Reklama

Niemal wszystkich, skądinąd mocno różnorodnych, bohaterów „Ataku” łączy status niewolnika konwenansów. Kolejne postacie, bez wyjątku znajdujące się w apogeum egzystencjalnego kryzysu, są zbyt dumne, by przyznać się do klęski i pozwolić sobie na luksus cierpienia. Zamiast tego wybierają ucieczkę w ślepą uliczkę, czyli w świat używek, gier komputerowych bądź erotycznych videoczatów.

Wszystkie te mikrokosmosy pozornie są od siebie odseparowane, ale w rzeczywistości prą do nieuchronnego zderzenia. Maślona robi wiele, by wypadło ono jak najbardziej widowiskowo. Reżyserowi, wspartemu przez legion utalentowanych współpracowników z montażystką Agnieszką Glińską na czele, udaje się nadać opowieści hipnotyczny, stale przyspieszający rytm. Dzięki temu, jako widzowie ulegamy stopniowo tej samej dezorientacji, która od początku staje się udziałem bohaterów. Wytworzona wówczas empatia wydaje się kluczowym pojęciem dla świata „Ataku paniki”. Film Maślony łatwo bowiem odczytać jako apel o wytworzenie się poczucia wspólnoty w świecie przeżartym przez zwulgaryzowaną do cna formę indywidualizmu.

Reżyser doskonale rozumie, że osiągnięcie tego celu nie jest łatwe i wymagałoby zupełnego przewartościowania reguł, którymi rządzi się otaczający świat. W ten sposób przenikająca „Atak” atmosfera rychłej Apokalipsy stałaby się źródłem tyleż paradoksalnej, co bluźnierczej nadziei. Podobnie jak Jagoda Szelc, w innym rewelacyjnym debiucie ostatnich miesięcy „Wieży. Jasnym dniu”, Maślona zdaje się bowiem wierzyć, że tylko silny wstrząs może wybudzić nas z obecnego letargu.

Tę, cokolwiek anarchistyczną logikę, uwiarygadnia wspomniane już poczucie humoru. O tym, że świat w „Ataku” zostaje postawiony na głowie świadczą nie tylko błyskotliwe dialogi i udane żarty sytuacyjne, lecz także przewrotne decyzje obsadowe. Najlepszy dowód na to stanowi kreacja Artura Żmijewskiego, szlachetnego doktora Burskiego i bohaterskiego ojca Mateusza, który wreszcie otrzymał szansę, by zachować się na ekranie w sposób nieetyczny.

Reklama

Sposobów, w jakie reżyser i spółka uprawiają grę z oczekiwaniami publiczności jest znacznie więcej. Każdy z nich sprawia twórcom wyraźną frajdę udzielającą się także widzowi. Dzięki niej „Atak paniki” finalnie pozostawia wrażenie Gombrowiczowskiego z ducha figla, sztubackiego psikusa, w którym zaskakująco łatwo dostrzec filozoficzną głębię.

"Atak Paniki"; reżyseria: Paweł Maślona; Polska 2018; premiera 19 stycznia 2018 roku