Dziennik Gazeta Prawana logo

"Gniew" ze świetnym Orlando Bloomem, czyli kościół, gwałty i molestowanie [RECENZJA]

12 stycznia 2018, 12:52
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Orlando Bloom w filmie "Gniew"
Orlando Bloom w filmie "Gniew"/Media
Bracia Shammashian w poszukiwaniu oczyszczenia proponują nam kino pełne emocji. Mówią w ważnej sprawie, ale ich język nie wszystkim musi odpowiadać.

Geoff Thompson, autor scenariusza do filmu sam w dzieciństwie był osobą molestowaną seksualnie. Dlatego w filmie nawet przez chwilę nie ma ucieczki od oskarżenia i chęci ukarania tych, którzy są winni. Skrywany wciąż w wielu miejscach problem przemocy seksualnej wobec dzieci – czy to w kościele czy poza nim – został pokazany w filmie mocno zarysowanymi kreskami. Nie ma jednak przesady w obserwacji, że z pozoru najbardziej niewinni skrywają największe grzechy. I że ci, którzy dbać mają o moralność, ci którzy nauczają i spowiadają powinni być.. No właśnie – film to wielkie oskarżenie z próbą wskazania, co powinno stać się z przestępcami w sutannach.

Doskonale dobrany jest Orlando Bloom, którego kreacja dla tych, którzy zatrzymali się na „” będzie niespodzianką. Długo operuje ciszą, pauzami, pozostawiony w długich scenach przez kilka minut potrafi oddać pełnie emocji – pokazać co dzieje się z pokrzywdzonym, jakie brzemię dźwiga i jak bardzo obciąża nim otoczenie. Jak wypacza życie emocjonalne, a co za tym idzie więzi rodzinne i podejście do seksualności. Bloom przyćmiewa swoją rolą resztę obsady, warto jednak uważnie przyglądać się też Emmie, jego filmowej partnerce, czyli Janet Montgomery.

Problemem dla wielu może być język filmu – narzucony zarówno przez Thompsona, jaki braci Shammashianów. Porównania i metafory, bliższe i dalsze nawiązania biblijne sprawiają, że z niezwykle mocnej historii uczyniono z „” domorosły traktat filozoficzny. Bo czy Orlando Bloom jako robotnik budowlany musiał pracować akurat przy rozbiórce kościoła? Tu oskarżenie wypowiadane przez Thompsona zamiast wzruszać i poruszać wywołuje grymas. Szansa na uratowanie scenariusza była – sceny dialogów rodzinnych i próby odnalezienia się w związku brzmiały mocno, nie było w nich nawet jednej fałszywej nuty.

Końcowa scena zamiast przynosić ukojenie rozczarowuje i każe sobie zadać pytanie dlaczego. Dlaczego wybaczenie nie działa, dlaczego kościół ukrywa grzechy i dlaczego film trzeba było zakończyć w ten sposób. Jeśli bowiem chce zachęcić się do dialogu, nie pokazuje się rozwiązania, które tak naprawdę na sprawę molestowania i gwałtów w kościele sprowadza milczenie. Takie grobowe.

"Gniew"; reżyseria: Ludwig i Paul Shammashian; Wielka Brytania 2017

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj