Dziennik Gazeta Prawana logo

"Czwarta władza". Spielberg-feminista bije w Trumpa i pyta o granice etyki dziennikarskiej [RECENZJA]

16 lutego 2018, 19:09
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Meryl Streep jako Kay Graham
Meryl Streep jako Kay Graham/Media
W nominowanej do Oscara „Czwartej władzy” Steven Spielberg przywołuje jeden z przełomowych okresów w historii Stanów Zjednoczonych. Ale przeszłość służy reżyserowi przede wszystkim za lustro, w którym ma się przejrzeć współczesne społeczeństwo.

Kanwą opowieści jest sprawa „Pentagon Papers”, utajnionego raportu liczącego 7 tysięcy stron, którego najważniejszą treść stanowiły niezbite dowody, że od samego początku konfliktu wietnamskiego wysoko postawieni oficjele amerykańscy uważali, że wojna jest nie do wygrania, jednak z powodu politycznych kalkulacji nie informowali o tym opinii publicznej. W aferę umoczone były cztery kolejne administracje prezydenckie, z ekipą uwielbianego Kennedy’ego włącznie. Dokumenty wykradł, a następnie przekazał mediom Daniel Ellsberg, były komandos i konsultant wojskowy, można by rzec – Edward Snowden epoki Nixona.

Skądinąd to właśnie Nixon robi u Spielberga za główny czarny charakter, mimo że paradoksalnie nie był nawet osobiście wymieniony w „Pentagon Papers”, obejmujących wydarzenia przed objęciem przez niego prezydentury w 1969 roku. Film zatem nieco upraszcza całą intrygę (choć gorzkie słowa pod adresem JFK też tu padają), niemniej wiernie trzyma się podstawowych faktów historycznych, a zastosowane schematy narracyjne pozwalają zgrabnie go wpisać w zamierzoną koncepcję nieformalnego prequela „Wszystkich ludzi prezydenta” o aferze Watergate.

Podobnie jak klasyczny thriller Alana J. Pakuli, „Czwarta władza” śledzi epokowe wydarzenia oczami dziennikarzy „Washington Post”; rolę redaktora naczelnego Bena Bradleego, za którą Jason Robards ze „Wszystkich ludzi prezydenta” dostał Oscara, u Spielberga z werwą odgrywa Tom Hanks. Widzimy więc, jak dziennikarze „Posta” w roku 1971 przejmują temat od zablokowanego zakazem sądowym „New York Timesa”, tropią Ellsberga i decydują się drukować raport nawet po tym, gdy rząd każe im przestać.

W swojej istocie „Czwarta władza” nie jest bowiem filmem o Wietnamie. Nie jest także filmem o Ellsbergu – tu zainteresowanych mogę odesłać do udanej fabuły „Akta z Pentagonu” z Jamesem Spaderem albo jeszcze lepszego dokumentu „Człowiek, który pokonał Pentagon”, pokazywanego u nas na festiwalu Watch Docs. Nie chodzi też o skorumpowany Biały Dom Nixona. Zamiast tego Spielberg oraz scenarzyści Liz Hannah i Josh Singer (nagrodzony przed dwoma laty Oscarem za podobny w duchu „Spotlight”) stworzyli inspirujący pean na cześć wolności prasy, Pierwszej Poprawki i demokracji jako takiej. Ale uwznioślona zostaje tu również misyjna rola mediów, ich solidarność ponad podziałami, współpraca rywalizujących na co dzień redakcji w sytuacji kryzysowej.

Oczywiście nie sposób oddzielić wydarzeń historycznych ukazanych w „Czwartej władzy” od bieżących wydarzeń politycznych, od czego zresztą Spielberg się nie odżegnuje. Rzecz jasna, gdy za lekcję etyki biorą się hollywoodzcy liberałowie, z lubością bijący w znienawidzonego Trumpa, zdrowy dystans odbiorczy jest jak najbardziej wskazany. Niemniej w dobie ignoranckiej administracji obecnego prezydenta, który rozpoczął kadencję od wypowiedzenia totalnej wojny mediom, teza filmu, jakoby Trump był ulepiony z tej samej gliny co Nixon, bynajmniej nie wydaje się naciągana. Mówimy wszak o kabotynie, który ostatnio zdecydował się przyznawać osobiste nagrody za „fake newsy” – podczas gdy samemu pozostaje jednym z ich największych twórców i kolporterów w skali globalnej.

Może więc i Spielberg nie jest naszym wymarzonym autorytetem moralnym, ale trudno nie docenić, gdy z niekłamaną pasją trąbi o potrzebie prawdy i wynosi na piedestał tych, którzy mieli/mają odwagę o nią walczyć bez względu na cenę. To budujący przekaz, a do tego podany w ciekawym opakowaniu; żaden tam nudny wykład od starszego pana z Hollywood. Pozornie statyczny film z nerwem odsłania przed widzem kulisy nie tylko śledczego dziennikarstwa. Kamera Janusza Kamińskiego jest zawsze w ruchu, podrywa się z siedzeń wraz z bohaterami, biega wraz z nimi po tętniącym życiem newsroomie, zagląda przez ramię korektorom ślęczącym nad odręcznymi poprawkami, z niemym uczuciem przygląda się pracy pras drukarskich czy matryc do odlewu czcionek. Jest w tym wszystkim wartość sentymentalna, mitotwórcza, ale jest też uczciwe uchwycenie idei zawodu, który dziś, przy ekspansji mediów społecznościowych, co poniektórzy chcieliby już widzieć w lamusie, i który coraz częściej musi walczyć o reputację. W jednej z wczesnych scen filmu odgłos wystrzału z karabinu maszynowego w wietnamskiej dżungli przechodzi stopniowo w obraz mężczyzny uderzającego w klawisze maszyny do pisania – za tak elektryzujące momenty bez trudu można wybaczyć Spielbergowi sporadyczną bombastyczność, tak przecież charakterystyczną dla reżysera, który jednakże tym razem zachowuje relatywną powściągliwość.

10780708-tom-hanks-jako-ben-bradlee.jpg
Tom Hanks jako Ben Bradlee

Ale „Czwarta władza” jest także, co może zaskakiwać, najbardziej feministycznym filmem Spielberga od czasu „Koloru purpury” z 1985 roku. Niemal wszystkie dzieła „wiecznego chłopca” Fabryki Snów koncentrują się wszakże na męskich protagonistach, gdy tymczasem „Czwarta władza” w centrum narracji stawia kobietę, wydawczynię „Washington Post”, Katharine „Kay” Graham, graną przez Meryl Streep. Znamienne, że we „Wszystkich ludziach prezydenta” Pakuli postać Graham w ogóle się nie pojawiała, podczas gdy u Spielberga – znak czasów – gra pierwsze skrzypce.

Katharine Graham przez ponad dwie dekady była wierną żoną, matką czwórki dzieci i gospodynią domową bez ambicji zawodowych, gdy nagle w jednej chwili, po samobójstwie męża, została właścicielką „Posta”, „Newsweeka” i kilku stacji telewizyjnych. Film pokazuje Graham jako sukcesywnie emancypującą się kobietę w męskim świecie. Początkowo jest zagubiona i zbyt nieśmiała, by zdecydowanie zabrać głos nawet na posiedzeniu własnego zarządu, złożonego prócz niej z szeregu identycznie wyglądających starszych białych mężczyzn. W miarę rozwoju fabuły bohaterka nabiera pewności siebie, a scenariusz stwarza okazję Streep do paru popisowych oracji, choć wybitna aktorka nawet w tych mniej obliczonych na efekt, niemówionych scenach potrafi robić wrażenie – choćby tym, jak w skupieniu przygryza wargi, jak nerwowo krząta się po pokoju z telefonem w dłoni w trakcie podejmowania kluczowych decyzji. Wbrew powszechnej opinii, że Streep nominuje się w ostatnich latach do Oscara tylko z urzędu, nominacja za rolę Kay Graham jest w pełni zasłużona.

Bardzo istotny dla wymowy filmu okazuje się także wątek przyjaźni Graham z sekretarzem obrony Robertem McNamarą (Bruce Greenwood), zamieszanym w aferę „Pentagon Papers”. W pewnym momencie bohaterka musi wybierać między lojalnością wobec długoletniego przyjaciela a powinnością zawodową, co Spielberg wykorzystuje do postawienia prowokacyjnych pytań o granice etyki dziennikarskiej tudzież zażyłość między dziennikarzami a politykami. Czy zawsze jest naganna? A co z – że rozszerzę problem o własne podwórko – z poufałością między krytykami filmowymi a filmowcami, szczególnie rzucającą się w oczy w czasach wzajemnego obsypywania się lajkami i serduszkami w mediach społecznościowych? Cóż, ze swojej strony mogę Państwu „Czwartą władzę” serdecznie polecić i jednocześnie zapewnić, że nie mam Spielberga w znajomych na fejsie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj